"Apelujemy do władz Warszawy: prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz rządzącej koalicji w radzie miasta PO-SLD, aby traktowali Warszawę jak miasto, dla którego oni są, a nie jak miasto, które jest dla nich. Chcemy, aby stolica była przyjazna przede wszystkim dla mieszkańców, a nie tylko dla turystów. Domagamy się, by władze nie stawiały tylko na świecidełka, jak iluminacje mostów. Bo to nie one świadczą o komforcie i jakości życia" - powiedział działacz warszawskiego PJN Bartosz Klimaszewski.

Według niego błędną decyzją było usunięcie dwa lata temu, kupców zrzeszonych w spółce - Kupieckie Domy Towarowe - z placu Defilad. "Z samych opłat za dzierżawę gruntu miasto straciło ok. 6 mln złotych. Dodatkowe milion złotych kosztowała później ochrona pustej hali" - dodał.

Inny warszawski działacz PJN Tomasz Jabłoński zwrócił uwagę, że nie powinno się podnosić cen biletów za przejazd komunikacją miejską. "Wszystko to tłumaczone jest brakami budżetowymi. Informacje te wywołały liczne protesty mieszkańców Warszawy" - podkreślił.

"W Zarządzie Transportu Miejskiego od 2009 roku nakłady na pensję wzrosły o 40 proc., przy wzroście zatrudnienia rzędu 26 proc. Czy dlatego właśnie konieczna jest podwyżka cen biletów?" - pytał.

Pod koniec maja warszawscy radni zdecydowali, że od 16 sierpnia zdrożeją ceny biletów komunikacji miejskiej: jednorazowy bilet zdrożeje z 2,80 zł do 3,60 zł, imienny bilet 30-dniowy - z 78 do 90 zł, a 90-dniowy ze 196 do 220 zł. Nowe ceny miałyby obowiązywać do końca 2012 r.; później warszawiaków czekałaby kolejne podwyżki - w 2013 i 2014 r.

W opinii Jabłońskiego niektóre decyzje o wydatkowaniu publicznych pieniędzy przez warszawskich urzędników są nietrafione - jak np. budowa Parku Fontann na Podzamczu. "Park wybudowano za ok. 11,5 mln złotych. Jednak inwestycja ta nie była konsultowana z mieszkańcami Starego i Nowego Miasta. Wątpliwości miało także UNESCO" - podkreślił.