We wtorek zarząd krajowy PO zatwierdził listy do Sejmu, w środę ma się zająć kandydatami do Senatu.

Władze partii mają też rozstrzygnąć, czy w kampanii wyborczej używać billboardów; PO chciała ich zakazać, ale zakaz zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Do rezygnacji z billboardów skłania się premier, popierany m.in. przez Cezarego Grabarczyka i Agnieszkę Pomaskę, ale inni politycy PO oceniają, że Platforma nie może "oddawać pola" konkurencji.

Z "jedynek" na listach PO do Sejmu wystartują m.in. Donald Tusk w Warszawie, Grzegorz Schetyna w Legnicy, Ewa Kopacz w Radomiu, Cezary Grabarczyk w Łodzi, Rafał Grupiński w Poznaniu, Julia Pitera w Płocku. We wtorek zarząd krajowy nanosił ostatnie poprawki na listy - "przywrócił" na nie kilku posłów, których pominęły regiony (m.in. Łukasza Gibałę w Krakowie), skreślił z kolei z listy warszawskiej rzecznika klubu PO Krzysztofa Tyszkiewicza.

Politycy PO przyznają, że wskazanie kandydatów do Senatu będzie trudniejsze niż dotychczas. W nieoficjalnych rozmowach część z przedstawicieli tej partii przyznaje, że nie wszyscy kandydaci PO do Senatu są zwolennikami okręgów jednomandatowych, a część z nich wolałaby, żeby jesienne wybory odbyły się według starej ordynacji. "Przy okręgach jednomandatowych (...) trzeba albo wygrać, albo pożegnać się z izbą" - tłumaczy jeden z kandydatów Platformy do Senatu.

"Mamy jeszcze dużo pracy z Senatem, wskazanie kandydatów jest teraz jeszcze trudniejsze niż za poprzedniej ordynacji. Kontrowersje będą. Przede wszystkim dotyczące oceny, czy dany kandydat jest w stanie wygrać wybory. Sam elektorat Platformy to za mało, to musi być kandydat, który będzie szerzej sięgał po głosy wyborców" - przyznał w środę szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz.

PO będzie musiała m.in. rozstrzygnąć czy zezwolić na start do Senatu w wyborach Barbarze Zdrojewskiej (żonie ministra kultury), a także szwagrowi Grzegorza Schetyny - Konradowi Rowińskiemu. Zarówno Zdrojewska jak i Rowiński mieliby startować do Senatu z Dolnego Śląska - Zdrojewska z Wrocławia, a Rowiński w okręgu zgorzelecko-bolesławieckim. To sprzeczne z niepisaną, wewnętrzną regulacją PO, że na listach ma nie być członków rodzin kandydatów.

"Te nazwiska się (na listach) nie znalazły, sprawa jest zamknięta" - powiedział w środę Tomczykiewicz, ale jeszcze przed posiedzeniem zarządu dotyczącym kandydatów do Senatu.

Media pisały, że Zdrojewska uzyskała wstępną zgodę władz partii na kandydowanie, co - jako precedens - wykorzystał Schetyna w argumentacji na rzecz kandydowania Rowińskiego. Rowiński poinformował na początku czerwca, że chociaż chciał kandydować, to nie zezwoliły mu na to władze partii; właśnie, dlatego że jest szwagrem Schetyny.

PO musi też zdecydować, czy i gdzie nie wystawić własnych kandydatów, a udzielić poparcia kandydatom z konkurencyjnych ugrupowań. Na warszawskiej Pradze Platforma ma poprzeć byłego lidera SdPl Marka Borowskiego; niewykluczone, że w Lublinie zdecyduje się na poparcie Izabelli Sierakowskiej z SdPl.

Przeciwnikiem popierania Sierakowskiej jest m.in. Jarosław Gowin. "Żarliwa apologetka PRL, czy osoba o takich radykalnie antykościelnych poglądach - ona miałaby być popierana przez partię, należącą do klubu chadeckiego w Parlamencie Europejskim? To byłoby dziwaczne" - stwierdził. Dodał, że gdyby Platforma zdecydowała się poprzeć Sierakowską, należałoby się zastanowić, czy partia nie popada w "polityczną schizofrenię".

Na środowym posiedzeniu zarządu PO ma też rozmawiać o kampanii wyborczej, w szczególności o tym, czy partia będzie używać billboardów. Przed niespełna tygodniem Tusk zadeklarował, że będzie namawiał polityków PO, aby zrezygnowali z billboardów. Przyznał jednak, że chciałby, aby jego partia miała takie same szanse w wyborach jak konkurencja. "Będę namawiał koleżanki i kolegów, żeby zrezygnować przynajmniej z billboardów, (...) które urosły do rangi symbolu w wydawaniu publicznych pieniędzy na kampanie partyjne. Zobaczę, sprawdzimy jaką mam siłę perswazji" - mówił Tusk.

Tuska poparł w środę minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. "Skłaniam się do tego, abyśmy zrezygnowali z billboardów jako formy promocji w czasie kampanii, ale decyzję podejmiemy wspólnie" - powiedział dziennikarzom Grabarczyk. Dodał, że nie ma nic przeciwko używaniu w kampanii spotów telewizyjnych. "Spoty i tak są częścią kampanii, bo każda lista będzie miała tzw. bezpłatny czas emisyjny (...) nie widzę przeciwwskazań, aby skorzystać z tej formy" - zaznaczył.


Również posłanka Agnieszka Pomaska jest zwolenniczką rezygnacji z billboardów. "Przyjęliśmy założenie, że dopuszczalnym formatem są dwa metry kwadratowe i uważam, że powinniśmy przy tym zostać. Ale jaką decyzję podejmie zarząd, zobaczymy" - powiedziała.

Zdaniem szefa małopolskiej PO Ireneusza Rasia, partia jest przed podjęciem decyzji, czy używać billboardów, czy za te pieniądze zrobić "coś dobrego". "Nie wiem co, nie wiem jak, to jest moje przemyślenie, moje i paru kolegów, będziemy o tym rozmawiać" - zapowiedział. Według niego Polacy mają dosyć polityków, którzy "panoszą się po billboardach i spoglądają z wysoka jako potężni władcy".

We władzach partii opinie ws. billboardów są podzielone. "W świetle tego, że wszystkie partie będą z tego korzystały, zastanawiamy się czy oddawać im pole, czy nie. Skoro reguły gry na to pozwalają, to mój pogląd jest taki, że powinniśmy z tych instrumentów korzystać" - ocenił w środę Tomczykiewicz. W podobnym tonie w nieoficjalnych rozmowach wypowiada się kilku innych szefów regionów.

Posiedzenie Rady Krajowej nie powinno przynieść większych niespodzianek. "To czysto techniczne, formalne posiedzenie, mam nadzieję, że przebiegnie bez żadnych kłopotów. Chcemy jak najszybciej przystąpić już do działań organizacyjnych" - ocenił w przeddzień posiedzenia Rady szef mazowieckiej PO Andrzej Halicki.

"To ważne spotkanie, ale po tak wielu godzinach naszej pracy w zarządzie krajowym, naprawdę już dyskusji nie będzie" - uważa Raś. "Nie przewiduję jakichś większych kłopotów, choć jakiś głos krytyczny zawsze może się zdarzyć" - zaznaczył Tomczykiewicz.

Politycy PO przyznają, że zdecydowali się przełożyć posiedzenie Rady Krajowej z piątku na czwartek ze względu na publikację raportu komisji Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej. "To oczywiste, że jesteśmy zainteresowani momentem publikacji tego raportu. Będziemy się wsłuchiwać w słowa pana ministra. Ta kolizja przeszkadzałaby w tym, dlatego robimy posiedzenie Rady dzień wcześniej" - przyznał w rozmowie z dziennikarzami Tomczykiewicz.

Także Raś powiedział dziennikarzom, że Rada została przeniesiona w związku z reprezentacją raportu Millera. "W piątek przez cały dzień będzie prezentacja raportu, na który wszyscy czekają, więc nie ma potrzeby, żeby nasza Rada Krajowa odbywała się w tym samym terminie" - powiedział.

Rada Krajowa PO rozpocznie się o godz. 18. w Teatrze Dramatycznym w PKiN w Warszawie