Premier przyjął w piątek dymisję szefa MON i wyznaczył na jego następcę dotychczasowego wiceszefa MSWiA Tomasza Siemoniaka. Tusk powiedział, że Klich już wiele miesięcy temu informował, iż jest do jego dyspozycji. Premier zaznaczył też, że z pełną świadomością, obaj czekali na efekty prac komisji kierowanej przez szefa MSWiA Jerzego Millera.

"Dobrze się stało, że premier przyjął dymisję szefa MON Bogdana Klicha; jednak o kilka lat za późno. Minister od paru lat zasługuje na odwołanie za bałagan, jakiego dokonał w polskiej armii. m.in. przez profesjonalizację wojska, nie zabezpieczając żadnych pieniędzy na to" - powiedział Poncyljusz.

Jak dodał, Klich nie przeprowadził też zapowiadanej modernizacji armii. "Nie ma nowego sprzętu. Relacje wojska z polskim przemysłem obrony są fatalne" - zaznaczył.

W opinii szefa klubu PJN premier powinien zdymisjonować Klicha już kilka lat temu. "Szef MON powinien stracić stanowisko, kiedy zaczęto profesjonalizację armii, ponieważ okazała się ona kompletnym fiaskiem. Może premier nie znalazł odpowiednich kandydatów, którzy by zastąpili go na tym stanowisku" - podkreślił.

W sierpniu 2008 roku rząd przyjął program profesjonalizacji sił zbrojnych na lata 2008-2010. Według ówczesnych założeń rządu pod koniec 2010 r. armia miała liczyć 120 tys. żołnierzy - w tym 90 tys. służby czynnej i 30 tys. w Narodowych Siłach Rezerwowych.


Zdaniem Poncyljusza odejście szefa MON premier przeprowadza "po cichu". "Jak się zaczęła sprawa raportu o katastrofie, był to trudny moment, bo trzeba byłoby przyznać się do winy. Rozumiem teraz robi się to po cichu, w okresie wakacyjnym" - zaznaczył poseł.

Wyraził zadowolenie, że szefem MON nie został wiceminister w tym resorcie Czesław Piątas. "Mama nadzieję, że Tomasz Siemoniak będzie samodzielnym ministrem. Współczuję mu, bo ten bałagan spadnie teraz na jego głowę" - dodał Poncyljusz.

Według przedstawionego w piątek raportu komisji Millera, wśród przyczyn katastrofy smoleńskiej są: zejście samolotu poniżej minimalnej wysokości zniżania, przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg.

Komisja Millera, badająca przyczyny katastrofy TU-154M z 10 kwietnia, przedstawiła w piątek swój raport. Wskazała w nim na nieprawidłowe szkolenie lotnicze załóg w 36. specjalnym pułku lotniczym na samolotach Tu-154M, niedostateczne przygotowanie załogi do lotu oraz niedostateczną wiedzę członków załogi w zakresie funkcjonowania systemów samolotu oraz ich ograniczeń.