PiS obawia się fałszerstw wyborczych i chce powołać mężów zaufania w każdej komisji wyborczej. Pomysł ten spotkał się jednak z dużą krytyką ze strony przeciwników politycznych PiS. - Jeśli mamy jakieś problemy, to nie z fałszowaniem wyborów, a z egzorcyzmami i używaniem polityki bezpieczeństwa przez Tuska do gry partyjnej - odpowiada na te obawy Janusz Palikot, przewodniczący Twojego Ruchu.

Stefan Niesiołowski z PO przekonuje z kolei, że Jarosław Kaczyński szuka już wytłumaczenia dla swojej ewentualnej porażki wyborczej. - Wygląda na to, że PiS wybory do Parlamentu Europejskiego przegra i to, że je sfałszowano będzie uzasadnieniem - stwierdził Niesiołowski. Poseł PO dodał, że robienie przed wyborami atmosfery mobilizacji to kolejne "urojenie" Kaczyńskiego, przez które ciągle przegrywa.

Jarosław Kaczyński przekonuje jednak, że należy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Prezes Prawa i Sprawiedliwości powiedział, że tak naprawdę nie wiadomo, gdzie są liczone głosy oddawane w wyborach, bo - jego zdaniem - serwery znajdują się poza Państwową Komisją Wyborczą.

Demokracja i wszystkie mechanizmy praworządnościowe opierają się o zasadę ograniczonego zaufania i te zasady trzeba sprawdzać - tłumaczył prezes PiS.

Kaczyński jako przykład niezrozumiałych wyników podał liczby głosów nieważnych w podobnych obwodach wyborczych. Zdarzało się, że na granicy województwa, w dwóch sąsiednich gminach liczby nieważnych głosów radykalnie różniły się.

W czerwcu 2013 roku po podobnej wypowiedzi polityków PiS PKW wydała oświadczenie. Napisano w nim między innymi, że serwery znajdują się w Polsce i są pod pełną kontrolą Krajowego Biura Wyborczego. Poza tym podstawą do liczenia głosów nie są zapisy elektroniczne, ale pisemne protokoły przedstawione przez komisje wyborcze.