W tym roku festiwal eurowyborczy trwać będzie wyjątkowo długo – od czwartku do niedzieli. Już w czwartek do urn pójdą Brytyjczycy i Holendrzy. Irlandczycy i Czesi – w piątek. Ci ostatni także w sobotę. Poza tym w sobotę zagłosują mieszkańcy Cypru, Malty, Łotwy i Słowacji oraz Francuzi i Włosi (te dwa ostatnie narody będą też głosować w niedzielę). Wszystkie pozostałe kraje wyznaczyły dzień wyborów na niedzielę.

Wybory odbywają się zgodnie z krajowymi ordynacjami wyborczymi. Teoretycznie zatem już w piątek powinniśmy poznać wyniki wyborów w Holandii i Wielkiej Brytanii. Tak się jednak nie stanie – oficjalne wyniki zostaną podane do wiadomości dopiero w niedzielę wieczorem. I instancją, która we wszystkich krajach unijnych poda te wyniki będzie Parlament Europejski, a nie krajowe komisje wyborcze. Chodzi o to, by wynik głosowania np. w Holandii nie mógł wpłynąć na decyzje wyborców np. francuskich. Akurat ten przykład jest wyjątkowo istotny i konkretny, bo populistyczne partie z obu tych krajów (Front Narodowy dowodzony przez Marine Le Pen we Francji i Partia Wolności Geerta Wildersa w Holandii) zamierzają wejść w postwyborczy sojusz i dobry wynik Wildersa mógłby zmobilizować dodatkowo elektrorat Le Pen we Francji.

Ale czy takie opóźnienie w podaniu oficjalnych wyników jest zgodne z prawem i zasadami demokracji? W pierwszym przypadku odpowiedź brzmi: tak, dzięki zapisom z traktatów unijnych, które pozwalają w tym konkretnym przypadku na zwiększenie roli PE. Co do zgodności z duchem demokracji można mieć już wątpliwości. Pięć lat temu, podobnie jak zrobiła to też w 2004 roku, wyłamała się z tych zasad Holandia, której parlament podał oficjalne dane już dzień po wyborach. W stronę Hagi posypały się słowa krytyki z Brukseli.

W tym roku Komisja Europejska, chcąc zapobiec podobnym przypadkom, ponownie przypomniała krajom członkowskim, że takie publikowanie wyników jest niezgodne z prawem. Żadne sankcje wobec niesubordynowanych krajów nie są jednak przewidziane.

Oficjalne wyniki to jedno, a nieoficjalne to drugie. Nikt nie zabrania, bo nie może, opublikowania szacunkowych sondaży robionych po wyjściu z lokali wyborczych. To zatem da możliwość porównania wyników w poszczególnych krajach, bez czekania na niedzielny wieczór wyborczy. Ale jednocześnie zaprzecza koncepcji niewpływania na wynik wyborów… I jest klasycznym przykładem na kolizję między odgórnymi zasadami a praktyką stosowaną w demokratycznych wyborach.

Najlepszym sposobem uniknięcia tej kolizji byłoby wyznaczenie tego samego terminu wyborów do Parlamentu Europejskiego we wszystkich krajach członkowskich. To jednak zakładałoby chęć ze strony poszczególnych krajów do odejścia od tradycji.