Polska znalazła się na celowniku europejskich mediów jako kraj, który chętnie korzysta z unijnego solidaryzmu, ale nie chce pomóc w rozwiązaniu problemów z narastającą falą migracji. PO zastanawia się nad tym, jak odwrócić tę narrację. Jak wynika z naszych informacji, możliwa jest inicjatywa rządu w tej sprawie. W piątek na ten temat mamy rozmawiać w ramach Grupy Wyszehradzkiej.

Migracja według PO

W mocy pozostaje propozycja, że Polska jest gotowa przyjąć 2 tys. uchodźców. W połowie września spotkają się ministrowie spraw wewnętrznych UE i wtedy może się pojawić propozycja zwiększenia liczby uchodźców, których powinny przyjąć kraje UE. To zapewne dlatego premier Ewa Kopacz nie wykluczyła wczoraj korekty w polskim stanowisku. Premier liczy się z tym, że presja na Polskę się zwiększy.

- Ewentualne zwiększenie przez Polskę deklaracji w sprawie imigrantów będzie dobrze przemyślaną i odpowiedzialną decyzją po ocenie naszych możliwości - zapewniała. Na razie trzymamy się dotychczasowych ustaleń.

- Najpierw wprowadźmy w życie plan, który został przyjęty miesiąc temu. Możemy go przyspieszyć, np. zamiast dwóch lat wcielić szybciej, wzbogacić o elementy zapewniające sprawniejsze przyjmowanie uchodźców. Ale trudno, abyśmy przedwcześnie składali deklaracje o zwiększeniu liczby uchodźców, których mamy przyjąć, skoro nie zaczął być realizowany obecny plan - podkreśla Rafał Trzaskowski, wiceszef MSZ. Rząd zgodził się, że od Włoch i Grecji przejmiemy w ramach relokacji 1100 osób, dodatkowe 900 miejsc ma być dla uchodźców przesiedlanych bezpośrednio z obozów poza UE. Komisja Europejska proponowała, by było to o ponad 600 osób więcej.

Polsce razem z innymi państwami udało się zablokować obligatoryjność kwot uchodźców i decyzyjność Komisji w tej sprawie. Już dziś jednak wiadomo, że w związku z tragicznymi wydarzeniami z ubiegłego tygodnia - zwłokami imigrantów odkrytymi w ciężarówce na austriackiej autostradzie i kolejnymi zatonięciami łodzi na Morzu Śródziemnym - temat powróci, a zwolennikom kwot będzie łatwiej je forsować.

- Jesteśmy gotowi na solidarność, ale nie zgodzimy się, by Bruksela tworzyła jakieś automatyczne mechanizmy - przekonuje nas polityk PO. - Może na tej samej zasadzie umówmy się, że jak zostanie złamane porozumienie mińskie, to z automatu Komisja zdecyduje, że Niemcy czy Francuzi wysyłają dwie brygady do Polski. Oni się chyba na to nie zgodzą - podsumowuje jeden z członków rządu.

Komisja ma dopilnować, by została przeprowadzona selekcja, tak by do Polski trafili jedynie uchodźcy, a nie imigranci ekonomiczni. Mają to być głównie obywatele Syrii i Erytrei. Ich napływ ma być systematyczny i trwać do 2017 r. Cudzoziemcy mieliby być sprawdzeni przez nasze służby specjalne, a następnie trafić do ośrodków Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Tam mają być objęci opieką medyczną i programami integracyjnymi z nauką języka polskiego. Decyzja o ewentualnym zwiększeniu liczby uchodźców będzie uzależniona od oceny realizacji obecnego programu.

Migracja według PiS

PiS nie kwestionuje zobowiązań PO w sprawie przyjęcia 2 tys. imigrantów, ale podobnie jak PO nie zamierza zgadzać się na rozszerzenie kontyngentu imigrantów, którzy mają być przyjęci. Jak przekonują przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, uchodźcy mają być dokładnie sprawdzani przez polskie służby specjalne. Na wjazd będą mogły liczyć osoby, które mają papiery i są w stanie udokumentować swoją historię.

Generalna linia PiS jest podobna do tej, o której mówił prezydent Andrzej Duda w Berlinie: UE powinna się starać likwidować przyczyny napływu osób z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, a nie reagować jedynie na skutek. To oznacza współpracę międzynarodową m.in. z USA i innymi państwami włącznie z próbą uczestnictwa poprzez ONZ w walce z Państwem Islamskim. Celem działań byłoby np. sfinansowanie tworzenia stref bezpieczeństwa, czyli dużych obozów, które mogłyby być azylem dla uchodźców w krajach sąsiadujących z tymi, gdzie trwają wojna czy niepokoje. Kolejne działania to monitoring portów, w których działają mafie trudniące się przerzutem imigrantów do południowej Europy. Wreszcie powinno się dopuszczać możliwość deportacji nielegalnych imigrantów ekonomicznych.

PiS posługuje się przy tym argumentem, że Polska musi być gotowa na zaostrzenie sytuacji na Wschodzie i przyjęcie uchodźców z Ukrainy. Tyle że większość Ukraińców nie przyjeżdża do Polski jako uchodźcy. Jak wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, w zeszłym roku 2318 obywateli tego kraju wystąpiło u nas o status uchodźcy. W tym roku było to 1620.

Ukraińcy są drugą grupą, jeśli chodzi o liczbę tego typu wniosków. Na pierwszym miejscu są Rosjanie. W lipcu było 639 wniosków od Rosjan, 188 od Ukraińców i porównywalna grupa 163 uchodźców z Syrii. To pokazuje, że dopóki faktycznie nie nastąpi zaostrzenie i nie będziemy mieli do czynienia z exodusem, argument ukraiński nie będzie mocny w rozmowach z Brukselą.