Przejście Ludwika Dorna, który wcześniej był m.in. wiceprezesem PiS, do PO było dla osób związanych z polityką dużym zaskoczeniem. Jak deklaruje Dorn o taki transfer starał się jednak już wcześniej - w tym celu kilka razy rozmawiał z Bronisławem Komorowskim, jeszcze wtedy, kiedy ten był prezydentem. Za każdym razem Komorowski miał jednak zmieniać temat.

- Głosowałem na Dudę, żeby Platformę obić, bo jak zostanie porządnie obita, to zacznie się ruszać i może się stać czynnikiem dobrej, bezpiecznej zmiany - wyznaje także z rozbrajającą szczerością.

Teraz jego przejście do Platformy stało się faktem.

- Ci, co uznają, że Dorn to wykształciuchy, kamasze, wywlekanie o 5 nad ranem, zbrodnie dornizmu, kaczyzmu i ziobryzmu, spluną na moje nazwisko i zakreślą inne. Ale nie ma powodu, żeby obrażali się na PO - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Wyjaśnia przy tym, że "usiłuje się zwrócić do tych, którzy pokazali czerwoną kartkę Bronisławowi Komorowskiemu, a żółtą Platformie". - Mówię im "Starczy, daliście mocno po łapach" i oni zrozumieli za co. Chcecie im głowę urwać? - dodaje.

Dopytywany z kolei, czym się będzie zajmować w PO, wskazuje na chęć skupienia się na obronności i przemyśle zbrojeniowym. - Mnie poza tym najbardziej interesuje projekt reformy centrum decyzyjnego rządu, czyli grzebanie w czarnej skrzynce - kwituje.