Wyborcza reklamówka ma cztery wersje. Każda rozpoczyna się od fragmentu wypowiedzi prezydenta Bronisława Komorowskiego z 7 maja 2013 roku: Chcemy uczestniczyć w uzdrawianiu strefy euro, chcemy do niej wejść. Dalej są scenki, w których występuje para przerażona przeliczeniem kredytu hipotecznego na euro; rodzina, której nie odwiedzi babcia na święta, bo nie stać jej na bilet; para emerytów w aptece; matka tłumacząca dziecku w sklepie spożywczym, że na nic ich nie stać, "bo jest euro".

Wtedy pojawia się Andrzej Duda w białej koszuli, z podwiniętymi rękawami i mówi: Tak dla Unii Europejskiej, ale nie dla euro, do czasu gdy w Polsce zaczniemy zarabiać tak jak na Zachodzie Europy. 10 maja przy urnach wyborczych zdecydujemy, czy chcemy rozwoju z polskim złotym, czy biedy z walutą euro, bo o tym także rozstrzygną te wybory.

Wiceprezes PiS Beata Szydło podkreśliła, że kiedy politycy PO mówią, że o momencie wejścia do strefy euro będziemy rozmawiać po wyborach, tym bardziej trzeba domagać się od nich jasnej deklaracji "co z euro". Jej zdaniem pytania o euro wywołują w obozie rządzącym panikę.

Politycy PiS twierdzą jednocześnie, że prezydent Komorowski już raz oszukał Polaków, bo wbrew wcześniejszym deklaracjom podpisał ustawę podnoszącą wiek emerytalny.
Na pytanie, czy w sprawie momentu przyjęcia europejskiej waluty powinno się odbyć w Polsce referendum, Beata Szydło odpowiedziała, że PiS jest zawsze za tym, żeby z Polakami rozmawiać i jeżeli będzie taka wola i taka potrzeba, to takie referendum oczywiście będzie miało sens.

Według rzecznika PiS Marcina Mastalerka referendum będzie 10 maja, w dniu wyborów prezydenckich i o tym właśnie mówi Andrzej Duda w spocie.

Szef Klubu PO Rafał Grupiński uważa, że jeśli 10 maja będzie referendum to wokół tego, czy polityk formacji, która zmarnowała oszczędności milionów Polaków w kasach SKOK-u, będzie mógł sprawować najwyższy urząd w państwie.