Pod rzeszowskim biurem PSL pojawił się Janusz Palikot i kilkunastu działaczy jego partii - informuje gazeta.pl. Wyszedł do niego jego były poseł, który teraz przystąpił do ludowców - Dariusz Dziadzio. Poczęstował on Palikota chlebem i solą. Za nim pojawił się Jan Bury, który dał kandydatowi na prezydenta słoik z podkarpackimi ziołami.

Wręczyliśmy panu Palikotowi słoik z podkarpackimi ziołami. Zbierały je nad ranem nasze dziewczyny, suszyły potem suszarkami. Tam jest melisa, dziurawiec. Dobre na uspokojenie, na przeczyszczenie. A jak trzeba, mieszanka daje kopa jak marihuana - opowiadał "Gazecie Wyborczej" o zawartości słoika polityk PSL. W zamian dostał złotą sztabkę, jako nawiązanie do afery korupcyjnej na Podkarpaciu. Złota ci u nas dostatek, ale i tę sztabkę przyjmiemy - odpowiedział na to Bury. 

Polityk PSL dołączył do wiecu i razem ze swoimi ludźmi zagłuszył Palikota, głośno skandując Jarubas, Jarubas. W odpowiedzi ludzie Ruch Palikota krzyczeli Elewar, przypominając kolejną aferę.

Palikot więc poddał się i przeniósł swą konferencję spod biura PSL do pobliskiego parku. Polskie Stronnictwo Ludowe jest złodziejską partią. To mafia polityczna działająca w Polsce od wielu lat. Wszyscy o tym wiedzą i nikt nie ma odwagi zrobić z tym porządku - grzmiał lewicowy polityk. Przypomniał choćby sprawę wicemarszałka Podkarpacia, który usłyszał zarzuty o gwałt i korupcję. Prędzej czy później przyjdzie czas i ja to obiecuję, że zrobię porządek z Polskim Stronnictwem Ludowym. Nie może mieć miejsca taka patologia. Platforma Obywatelska, a wcześniej SLD tolerowały przez lata istnienie tej złodziejskiej partii, tej mafii partyjnej - krzyczał.

ZOBACZ TAKŻE: "Zrobię z nimi porządek". Palikot poszedł do PiS ze swoim nowym hasłem>>>