W rozmowie z tvn24.pl, Mencwel stwierdza, że spotkał przedstawicieli partii Kornela Morawieckiego na korytarzu i podpisał się pod ich listą, bo - jak wyjaśnia - w takiej sytuacji nikomu nie odmawia. Kiedy dowiedział się, że znajdują się na niej również podpisy nieżyjących osób, chciał wycofać swój. – Później odkryłem, że mój podpis jest na dwóch listach. Ktoś go podrobił. To złamanie prawa – powiedział.

Zwraca uwagę, że na drugiej liście jego dane zostały przepisane, a podpis pojawia się z błędem w nazwisku. – Jeśli komisja wyborcza skieruje sprawę do odpowiednich organów, to złożę oświadczenie, że nie podpisywałem się drugi raz – mówi. Sprawa została zgłoszona do prokuratury.

Zarówno Kornel Morawiecki, jak i pełnomocnik wyborczy WiS, którym jest Grzegorz Krzeszowski twierdzą, że nie słyszeli o tym wątku sprawy. - Czekamy na wyjaśnienie - mówi pełnomocnik.

Alicja Zawgorodna, wiceprzewodnicząca komisji, mówi, że zawiadomienie do prokuratury zostało złożone w poniedziałek. Przez zakwestionowane podpisy WiS nie zarejestrowała list w wystarczającej liczbie okręgów. To oznacza, że nie mają możliwości wystawienia kandydata na prezydenta Warszawy. Przedstawiciele partii złożyli odwołanie od decyzji komisji wyborczej, ale jak podkreśla Zawgorodna "dowody w tej sprawie są mocne".

W piątek portal tvn24.pl poinformował, że przedstawiciel Wolnych i Solidarnych Kornela Morawieckiego użył siły wobec jednego z członków komisji wyborczej w Warszawie, członkowie WiS próbowali też zarejestrować listę wyborczą z podpisami zmarłych osób. Komisja zakwestionowała 198 podpisów z 200. Ma zawiadomić prokuraturę.

Kornel Morawiecki został zapytany przez dziennikarzy w Sejmie, jak odnosi się do zarzutów, że na liście poparcia znajdują się osoby nieżyjące. - Mój kolega ze sztabu zgłosił to na policję, a pełnomocnik wyborczy zgłosił (to) do prokuratury – powiedział polityk. - Nie mamy pojęcia jak to się stało. Trzeba przeprowadzić śledztwo i wyjaśnić tę sprawę – dodał.

Pytany, czy sam sztab próbował to wyjaśnić, Morawiecki odpowiedział: "nic żeśmy nie doszli". - My nie wiemy, kto zbierał podpisy – dodał szef WiS. Nie wykluczył, że ws. podpisów doszło do prowokacji lub celowego działania, aby zdyskredytować ugrupowanie Wolni i Solidarni. - Może w naszych strukturach byli ludzie, którzy chcieli nam zaszkodzić – zaznaczył K.Morawiecki.

Jak podkreślił, jeżeli okaże się, że osoba, która sfałszowała podpisy, albo przepisała listy z poprzednich wyborów, to "sama się wykluczyła z grona porządnych osób. Morawiecki mówił również, że ma pretensje do komisji wyborczej, bo niektórzy przedstawiciele WiS zostali potraktowani "obcesowo".

Ustalenia portalu potwierdziła także Alicja Zawgorodna, zgłoszona do komisji przez komitet "Bezpartyjni Samorządowcy". 

Tymczasem w piątek na stronie Wolnych i Solidarnych pojawił się komunikat szefa partii:

Unieważnienie pełnomocnictw

Z powodu zaniechań bądź szkodliwych działań w procesie tworzenia i rejestracji list partii Wolni i Solidarni w wyborach samorządowych cofam udzielenia następującym osobom: Gorczycy Grzegorzowi, Kiełbowiczowi Marianowi, Klementowskiemu Markowi, Kubik Edycie, Osieleńcowi Tomaszowi, Pomieczyńskiemu Zbigniewowi, Puchale Grzegorzowi, Stankiewiczowi Dariuszowi, Szkutnik Krystynie, Wojciechowskiej van Heukelom Agnieszce, Zabłudowskiemu Marcinowi.

Przewodniczący partii Wolni i Solidarni Kornel Morawiecki