Tak windykator zedrze z ciebie długi
- Oto najbardziej zadłużone państwa świata
- Banki nie odbiorą Polakom dachu nad głową
- UOKiK bierze się za internetowe kredyty
- Chcemy mieszkań, ale tylko małych
- Polacy wpadli w spiralę zadłużenia
- Bank groził klientom odebraniem dzieci
- Dłużnicy będą czyścić ulice
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ale przecież stosowanie gróźb jest prawnie zakazane.
Nie chodzi o dosłowne grożenie, bo za to można nawet stracić pracę, ale są inne metody. Teoretycznie obowiązuje mnie przepis o ochronie danych osobowych, ale kiedy zadzwonię do pracy
dłużnika albo na jego domowy numer i powiem, że jestem z firmy windykacyjnej, to przecież nie przekraczam prawa! A wszyscy już wiedzą, że ta osoba jest dłużnikiem. Podobnie jest z listami:
jeżeli na kopercie zaadresowanej do dłużnika widnieje duże logo firmy windykacyjnej, to każdy głupi będzie wiedział, o co chodzi. A ludziom często zależy, by o ich długach nie wiedzieli
bliscy. Niektórym wystarczy powiedzieć, że sprawa pójdzie do sądu, by natychmiast oddali należności. Inni przestraszą się, gdy powiem, że przyślę detektywa.
Jak jeszcze nęka pani dłużnika?
Dzwonię do niego wcześnie rano, a potem jeszcze kilka razy. Jak się umówimy na spłatę długu o godzinie 11, dzwonię koło 12 i pytam, czy to zrobił. Po prostu przypominam o terminie, bo
przecież mógł zapomnieć. Pewnego razu dłużnik ewidentnie mnie unikał, kłamał i rzucał słuchawką. Miał pecha, bo miałam akurat zły dzień. Wzięłam książkę telefoniczną i
obdzwoniłam pół wsi, w której mieszkał, mówiąc, że poszukuję tego człowieka. Przedstawiałam się jako windykatorka. Poskutkowało, zapłacił.
Nie żal pani ludzi, których pani nachodzi? Może rzeczywiście nie mają pieniędzy, by spłacić dług?
Dłużnik najczęściej sam jest sobie winien. I nie rozumie, że jak zaciągnął pożyczkę, to musi oddać. Poza tym ludzie popełniają pełno błędów, przede wszystkim nie czytają umów.
Umowę trzeba wziąć do domu i starannie przestudiować, bo są w niej różne kruczki: na przykład, że jeśli nie chcesz, by przysyłano ci rachunki do domu, musisz za to płacić. A potem
przychodzi wezwanie do zapłaty i ludzie są w szoku.
Dużo ma pani dłużników, których trzeba przekonać do spłaty pożyczki?
Dwa tysiące. Dlatego robię notatki, by wiedzieć, na czym skończyła się poprzednia rozmowa i do kogo zadzwonić. To jest teoretycznie zakazane, ale normalną praktyką jest, że windykatorzy
tworzą sobie tzw. „czarne listy” i wpisują osoby, które im się naraziły. Ludzie nie tylko są chamscy, ale także wciskają kit. Twierdzą, że nie mają na spłatę,
biadolą.
Wasi klienci skarżą, że to wy jesteście aroganccy i brutalni.
Windykatorzy to tylko ludzie, więc mogą też im mogą puścić nerwy. Jeżeli ktoś grozi, że mnie zabije, to niech się nie dziwi, że ja też coś mu powiem do słuchu. Zdarza się, że może
się dostać Bogu ducha winnej osobie, bo windykator nie wytrzymuje i odreagowuje poprzednią rozmowę, podczas której został obrzucony obelgami.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!