Nastoletni pirotechnik mieszkał na bombie
Gdyby nie tragiczny wypadek w szkole, policjanci z Zielonej Góry być może nie trafiliby do domu tego 15-latka. Ale stało się inaczej. W mieszkaniu sprawcy wybuchu w szkole, w którym stracił cztery palce, znaleźli siedem kilogramów niebiezpiecznych materiałów.
- Pole minowe na rzeszowskim osiedlu
- Chciał sprzedać amunicję na złom
- Trafili do szpitala przez proszek w liście
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Obecnie funkcjonariusze sprawdzają, czy znalezione u ucznia substancje można kupić legalnie - informuje rzeczniczka zielonogórskiej policji, Małgorzata Stanisławska. "Jeśli okaże się, że były to substancje, których posiadanie jest zabronione, zostanie wszczęte postępowanie w stosunku do osób, które sprzedały takie materiały nieletniemu" - dodaje. Znalezione w domu nastolatka substancje zniszczono na poligonie wojskowym.
Policjanci wykryli u niego w domu prawie siedem kilogramów substancji do wytwarzania materiałów wybuchowych. Dzień wcześniej, podczas lekcji, nastolatkowi eksplodowała w dłoni koperta z materiałem pirotechnicznym.
Do wtorkowej eksplozji doszło podczas lekcji w gimnazjum nr 6 w Zielonej Górze. Koledze rannego, który siedział z nim w ławce, nic się nie stało. 15-latek, który został ranny, trafił na blok operacyjny zielonogórskiego szpitala. Stracił cztery palce.
Nadal nie wiadomo, jaki rodzaj ładunku eksplodował w jego ręce. Ustalają to eksperci. Z ustaleń policji wynika, że chłopak do szkoły zabrał jakiś proszek w kopercie. Ten eksplodował pod ławką podczas próby przecięcia pakunku nożyczkami.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!