Branża "jednorękich" dostała strzał w plecy
Mówią "branża", jakby chodziło o mleczarnie lub wydawanie książek. Jakby byli monolitem - choć nie są. Branża to, branża tamto. Dystyngowani dżentelmeni, jak Jacek Gasik, dyrektor izby gospodarczej automaciarzy, i faceci w dobrych sweterkach i drogich oprawkach, którzy w życiu nie wystąpią w gazecie pod nazwiskiem.
- Firmy hazardowe skarżą się na celników
- Ekspresowe prace nad delegalizacją hazardu
- Chlebowski mętnie się tłumaczy z afery
- Tak żyją świadkowie koronni. Wielu pęka
- Podatnicy spłacą straty firm hazardowych
- Szkoły językowe mówią "nie" podatkowi VAT
- Ziobro wzywa "Rysia" na świadka
- Maszyny z misiami jak jednoręcy bandyci
- Tak świadek koronny wrobił superpolicjanta
- PO chce postawić prezydenta przed komisją
- Rząd sięga do kieszeni kierowców
- PO i PiS nie przyznają się do "Ryśka"
- Szef ZUS odpiera hazardowe zarzuty
- "Miro" i "Rychu" knuli pokątnie? Oto dowód
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
I łysiejący starszy pan, jeden z najważniejszych na tym rynku, z zarzutami udziału w gangu. Wszyscy oni mówią „branża”.
No więc o tym, że wokół hazardu wybuchnie wojna, branża wiedziała od dwóch lat. Bo działo się: sześć projektów nowelizacji ustawy o grach losowych w ciągu pół roku. Poprawki, konsultacje, kłótnie o dopłaty, rozporządzenia. Akcje prokuratury i materiały na prokuratorów. Potem afera hazardowa, chaos, zamęt, a w tle setki tysięcy graczy i duża forsa. W ubiegłym roku do automatów wpadło 8,5 miliarda złotych.
Mówi człowiek z branży: – To łatwe pieniądze. Chcesz mieć salon gier? Dostajesz trzy automaty i masz spokój. Nie obchodzi cię licencja, załatwia ją firma, która wstawia maszyny. Czekasz dwa miesiące – w tym czasie firma występuje o licencję do urzędu celnego, który sprawdza i plombuje automat. To ona załatwia też pozwolenie samorządu – salon musi być oddalony co najmniej 150 metrów od szkoły i kościoła. I już.
Proste?
Proste. Nic dziwnego, że w branży pracuje dziś 100 tysięcy ludzi.
Branża grozi palcem
Sześć lat temu automaty miały cztery firmy w czterech województwach. Dwa lata temu w całej Polsce działało już ponad 45 tysięcy maszynek. Stały się creme de la creme hazardu:
powszechnie dostępne i zyskowne. Dziś stoją wszędzie: w budkach z hamburgerami i na stacjach benzynowych Statoil. Przeciętny bar, który wstawia do siebie trzy automaty, zarabia na nich trzy,
cztery tysiące miesięcznie. Jednoręki bandyta w dobrym punkcie to kura znosząca złote jajka – zarobi nawet 15 tysięcy. Na czysto.
czytaj dalej>>>
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!