Terroryści porwali Hannę Gronkiewicz-Waltz
Prezydent Warszawy przeżyła chwile grozy. Do autobusu miejskiego, którym miała jechać Hanna Gronkiewicz-Waltz, wdarli się dwaj uzbrojeni terroryści. Krzyczeli, grozili karabinem, wzięli zakładników. Ten dramat jednak nie trwał długo. Do akcji wkroczyli antyterroryści. Zobacz nagranie z tej akcji.
- Policja pomyliła drzwi i ogłuszyła kobietę
- "Porwanie statku jest jak napad na bank"
- Porwali samolot dla rozmowy z prezydentem
- Obama: Walczyć z terrorystami. Stanowczo!
- Negocjował uwolnienie i kazał zabić Polaka?
-
Ćwiczenia antyterrorystów w Warszawie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na szczęście były to tylko policyjne ćwiczenia antyterrorystyczne przed Euro 2012. Ale wszystko wyglądało bardzo poważnie.
"Zakładnicy" - prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz i 15 członków Zespołu Zarządzania Kryzysowego - dowiedzieli się o tym w ostatniej chwili.
"Chodziło nam o to, by sytuacja była jak najbardziej realna i by osoby, które znajdą się w autobusie i zostaną <porwane>, zobaczyły, jak wygląda to z drugiej
strony" - wyjaśnił rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.
Wszystko odbywało się na wyjazdowym posiedzeniu Zespołu Zarządzania Kryzysowego Warszawy o przeciwdziałaniu atakom terrorystycznym w środkach komunikacji miejskiej, 25 listopada.
"Początkowo pani prezydent i 15 innych członków Zespołu Zarządzania Kryzysowego mogło zobaczyć pokaz rozbrajania ładunku wybuchowego przez zdalnie sterowanego robota. Kilka
minut później goście zostali zaproszeni do autobusu, by pojechać w miejsce, gdzie miał się odbyć kolejny etap pokazu. Wtedy do pojazdu wbiegło dwóch uzbrojonych mężczyzn. Zakładnikom
grozili bronią" - relacjonował Sokołowski.
Po kilku minutach do akcji wkroczyli funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych KGP wsparci przez pojazd opancerzony i środki pirotechniczne.
Obezwładnili terrorystów i uwolnili zakładników.
"Pani prezydent, podobnie jak inni zakładnicy, zachowywała się bardzo spokojnie. Słuchała poleceń najpierw terrorystów, później odbijających ją policjantów" -
przyznał Sokołowski.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!