Dziennik.plKraj

Poniedziałek, 13 lutego 2012

Imieniny: Grzegorza, Katarzyny, Kastora

PilnaRafał Kapler, szef Narodowego Centrum Sportu, zrezygnował ze stanowiska - podaje TVN24. >>> Czytaj więcej

Tak związkowcy dorabiają się fortun

2009-11-27 | Ostatnia aktualizacja: 20:51 | Komentarze: 0 | skomentuj

Prezes zmienia się co dwa lata, dyrektor kopalni co pięć, a związkowiec może trwać na etacie przez dwadzieścia lat. Nie podbija karty, nic o nim nie wiadomo. Nie obowiązują go żadne regulacje, ale dobrze zarabia. Etatowych związkowców są w Polsce tysiące.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -24°C max. 2°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Polowanie zaczyna się, kiedy delikwent trafia do fabryki. Pierwszego dnia. Jak związek jest poukładany z kadrową, to odpowiedni człowiek dostaje telefon i czeka na klienta pod drzwiami. Ci z innych związków mogą się tylko oblizać. Bierze świeżego na bok i tłumaczy: jak się zapisze, na zakładzie będzie miał dobre życie. Składka to jeden procent z pensji, nigdzie z pieniędzmi nie musi latać, odciągną mu w płacach. Gdzieś trzeba należeć, wszyscy gdzieś należą. A związki to siła, nikt nie zwolni związkowca, bo się będzie bał awantury. W ten sposób ma nowego członka. Im więcej członków, tym mniej go głowa boli o własną pracę. Pracę etatowego działacza.

Członek, nosiciel składki

Ustawa mówi: jeśli w zakładzie pracuje 150 - 500 członków związku zawodowego, związek dostaje jeden etat. Za etat płaci pracodawca. Kiedy związek ma ponad 500 członków, dostaje dwa etaty; ponad tysiąc - trzy etaty. Powyżej 2 tys. - cztery. To pozwala tylko w przybliżeniu policzyć liczbę etatów związkowych. W całej Polsce jest ich kilkanaście tysięcy. Związkowcy nie podają takich danych.

W państwowych firmach członków związków jest tylu, że kiedy pytamy o nich rzeczników, ci podają procent "uzwiązkowienia" załogi. I nikogo nie dziwi, jeśli w kopalni 115 proc. załogi należy do związków. Zdarza się, że górnik jest jednocześnie w Związku Zawodowym Górników w Polsce i w związku Kadra. Składkę musi płacić tylko w jednym.

Juliusz Nowak (imię i nazwisko zmienione), prezes dużej śląskiej kopalni, spotyka się z nami na stacji benzynowej w Katowicach. Nie opowie nic pod nazwiskiem, bo i tak ma na pieńku z działaczami: - Związkowcy patrzą na pracownika jak na nosiciela składki. Fakt, że jest ściągana automatycznie z pensji, sprawia, że ludzie nie mają wobec liderów żadnych oczekiwań. A lider? On jest na etacie. Musi tylko raz na jakiś czas pokazać, że walczy. Zasada jest taka: masz pięciuset ludzi - nie idziesz w gumiaki.

- To nie tak. Liderzy co cztery lata przechodzą w związkach wybory - prostujemy. Prezes uśmiecha się wyrozumiale: - Więc liderzy robią wszystko, żeby ich nie przegrać. W kopalni nie mogą wrócić na dół, bo nie puści ich lekarz. Na powierzchni będą popychadłami. Bronią się przed tym.

W państwowych firmach panuje związkokracja, czasami działa kilkanaście organizacji związkowych, w Kompanii Węglowej jest prawie dwieście komisji zakładowych! Ich utrzymanie kosztuje rocznie 20 mln zł. Liderzy, zamiast dbać o interesy pracowników, licytują się w żądaniach. To destrukcyjne dla wszystkich.

Jeszcze na początku lat 90. na Śląsku były cztery górnicze związki, dziś jest ich ponad 30. W państwowych firmach rozmnażają się przez pączkowanie: w samej Kompanii Węglowej działa 177 komisji zakładowych, w grupie kapitałowej PGNiG - 107, w energetycznej Enei - około 14.

Czy związkowcy to pijawki

"Etatowi" działacze żyją ze związkowych pensji. Jeden z górników z kopalni Pniówek, rekordzista, poszedł na etat w 1986 r. Zarabia ponad dziewięć tysięcy na rękę. Na kopalni Zofiówka etatowy szef związku przyjeżdża do pracy lichym peugeotem, żeby nie kłuć ludzi w oczy. Ale jako związkowiec zarabia tyle, że w domu ma lepsze auto.

Prezes Juliusz Nowak: - W śląskich kopalniach pracuje blisko 600 "etatowych". Mają sekretarki, choć ustawa nie mówi o sekretarkach. Armia działaczy żyje z pracy moich ludzi, którzy zapier... tysiąc metrów pod ziemią. Mówią, że są "doraźnie oddelegowani do pracy związkowej". A co to znaczy? Na dwa, trzy dni? Czy na trzy miesiące? OK, związki bronią godności ludzi krzywdzonych w sieciach supermarketów. Ale są hamulcem w państwowych firmach.

Dolny Śląsk. W KGHM, jednej z najbogatszych spółek skarbu, na same pensje 41 działaczy związkowych firma wydaje prawie 8 milionów. Rekordzista w zeszłym roku dostał 275 tys. Hutnik, który pracuje 2 lata, ma z premiami 2400 na rękę.

Czytaj dalej...

Wojciech Cieśla, Artur Grabek
Źródło: Dziennik.pl
1234następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl