Strażnicy byli dla Polańskiego jak służba
Roman Polański, choć spędził ponad dwa miesiące w szwajcarskim areszcie, tak na prawdę nie wie, co to więzienie - wynika z opowieści więźnia, który siedział w sąsiedniej celi. Strażnicy zachowywali się wobec niego jak boje hotelowi i byli na każde jego skinienie. Reżyser mógł też dużo więcej niż zwyczajni więźniowie.
- Polański wyszedł, ale nie do domu
- Oto najwyższe kaucje w historii
- Polański przemówił. Jest zaskoczony i dziękuje
- Roman Polański uzbierał na kaucję
- "Niech dziennikarze nie marzną"
- Zmieniają willę Polańskiego w twierdzę
- Milion dolarów za zdjęcie Polańskiego
- Polański z obrożą przyjechał do domu
- Nie zakażą Polańskiemu przyjmować gości
- Co z Polańskim? Amerykanie nie zdecydowali
- Obrońcy Polańskiego przegrali. Triumf USA
- Polański dojedzie do domu bez łańcuchów
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
O tym, jak wyglądały dwa miesiące spędzone przez Polańskiego w areszcie w Winterthur, opowiedział niemieckiemu tabloidowi "Bild" więzień, który siedział w sąsiedniej celi. Według jego relacji, reżyser wzywał strażników dzwonkiem alarmowym, niczym personel hotelu. "Innych za takie numery szybko pakowano do izolatki" - relacjonuje więzień.
Poza tym Polański mógł do woli korzystać z telefonu i komputera. Regularnie dzwonił do swojej żony, Emmanuelle Seigner. Ale lista osób, z którymi się kontaktował, jest znacznie dłuższa. "Klął, że go wrobiono" - relacjonuje 28-letni więzień.
Teraz Polański jest już w swoim domu w Gstaad, w którym założono system monitoringu. Poza tym reżyser musiał wpłacić trzy miliony euro kaucji. Gdyby zdecydował się na ucieczkę ze Szwajcarii, straci wszystko co do grosza. Aż do zakończenia procedury ekstradycyjnej do USA nie może wychodzić ze swej posiadłości.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!