"Niech śledczy zajmą się tabloidem"
Zdaniem marszałka Senatu Bogdana Borusewicza "Super Express" mógł współuczestniczyć w szantażowaniu senatora Krzysztofa Piesiewicza i powinna sprawdzić to prokuratura. "Jeden z tabloidów zrealizował zamierzenia szantażystek" - grzmiał w Radiu ZET marszałek Senatu.
- Senat murem za Piesiewiczem
- Schetyna nie oszczędza Palikota
- "Sprawa Piesiewicza to pogoń za sensacją"
- Kaczyńscy: Media bronią Piesiewicza
- Tabloid żąda przeprosin i grozi sądem
- Piesiewicz dał szantażystom pół miliona
- Piesiewicz dostał pigułkę gwałtu?
- Tusk: Piesiewicza nie da się obronić
- Piesiewicz nie przyjdzie. Napisał list
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"To może być współuczestnictwo w szantażu" - uważa Bogdan Borusewicz. Według niego publikując materiały z Krzysztofem Piesiewiczem w roli głównej "Super Express" przekroczył wszelkie granice. Marszałek Senatu zastanawia się także, czy tabloid zapłacił za te materiały.
Borusewicz dodaje jednocześnie, że immunitet zostanie Krzysztofowi Piesiewiczowi "z pewnością uchylony". Zdaniem marszałka media mają prawo opisywać takie historie, ale w tym przypadku "Super Express" nie powinien realizować zamierzeń szantażystów. "Trzeba opisywać, pokazywać, ale trzeba też uszanować godność człowieka. Nie można robić takich rzeczy poniżających, które wyglądają jakby jedna z gazet była w układzie z szantażystami" - twierdzi Borusewicz.
Marszałek Senatu uważa, że trzeba zrobić coś z oświadczeniami majątkowymi parlamentarzystów. To właśnie dzięki oświadczeniu szantażyści wiedzieli, jakim majątkiem dysponuje senator Piesiewicz.
"Rozmawiałem z nim oczywiście od razu, że oni mieli także informacje dotyczące jego oświadczenia majątkowego no to dla mnie, jako marszałka to jest sygnał, że coś trzeba z tym zrobić. Bo kiedy robiliśmy te oświadczenia majątkowe były takie teoretyczne zarzuty, że mogą one posłużyć do szantażu. Ale jeżeli tak było naprawdę, jak on mówi, to znaczy, że posłużyły" - powiedział w Radiu ZET Borusewicz
Marszałek uważa, że nie należy kasować dostępu do oświadczeń. "Trzeba pokazać to, co jest najważniejsze, nie to co, kto ma, tylko jak wyglądają przepływy pieniężne i majątkowe w czasie pełnienia funkcji, bo to jest istotne, czy ktoś się wzbogacił w sposób trudno wytłumaczalny" - wyjaśnił marszałek.
Według Borusewicza, który rozmawiał z Piesiewiczem, wersja zdarzeń przedstawiona przez senatora różni się od tej prokuratorskiej. Jednocześnie marszałek Senatu uważa, że Piesiewicz popełnił błąd. "Piesiewicz popełnił podstawowy błąd, że nie poszedł do prokuratury, że choćby nie poinformował marszałka i zdecydował się jakoś samemu tą sprawę rozwikłać, no niestety nie rozwikłał tej sprawy, a sytuacja się pogarszała" - twierdzi Borusewicz.
"Super Express" zamieścił na swojej stronie internetowej film, który ma być dowodem, że Piesiewicz nie dość, że posiadał narkotyki, to je zażywał. On sam w rozmowie z "Super Expressem" twierdził, że były to sproszkowane lekarstwa.
To własnie tymi nagraniami szantażowany miał być senator Piesiewcz. Według RMF FM senator zapłacił szantażystom pół miliona złotych. Już w ubiegłym roku grozili mu opublikowaniem kompromitujących go zdjęć i filmów. Śledztwo wtedy jednak umorzono, bo Piesiewicz nie chciał współpracować z prokuraturą.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!