Czym pachniały święta w PRL-u?
Dzisiaj Boże Narodzenie to zatłoczone centra handlowe, amerykańskie kolędy i obwieszone światełkami domy. Nic dziwnego, że wiele osób, a zwłaszcza pokolenie dzieci dorastających w PRL-u, z rozrzewnieniem wspomina ich mniej komercyjną wersję. Z czym kojarzą im się tamte święta? A tobie?
- Jak nie przytyć po wigilijnej kolacji?
- Czekoladowa choinka, która stanie się jajem
- Auto na pedały marzeniem prezydenta
- Jak się leczyć po świątecznym obżarstwie?
- Bez tych hitów nie ma Bożego Narodzenia
- Zobacz, czego życzy ci prezydent
- Telewizje narzekają na brak reklam w święta
- Premier życzy Nowego Roku bez kaca
- Jak trudno polubić święta...
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Gdy sięgnę pamięcią wstecz, jeszcze przed '89 rokiem, tak mniej więcej do połowy lat 80., święta po pierwsze: były ze śniegiem, po drugie: czekało się na filmy Disneya, bo te filmy i jakiekolwiek ciekawe pozycje programowe były właśnie na święta" - opowiada Beata Tadla, dziennikarka i prezenterka "Faktów", autorka książki "Pokolenie '89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce". "Poza tym - były pomarańcze. W ciągu roku pomarańczy nie było. No i była prawdziwa polędwica. Ja smaku i zapachu tej prawdziwej polędwicy, którą kroiło się w takie cieniuteńkie, prawie przezroczyste plasterki - nigdy w życiu nie zapomnę" - dodaje.
"Na pewno tamte święta były dla mnie magiczne i lepsze" - tak Agustin Egurrola wspomina święta z roku 89. "Po pierwsze byłem małym chłopcem, to były święta oczekiwane. Wtedy nic nie było, był to moment, kiedy dzieliliśmy się wszystkim, co mamy. Był to niezapomniany czas. Moja mama i dziadkowie, którzy stali w kolejkach, żeby te święta były wyjątkowe, pomarańcze - wtedy to wszystko miało inny wydźwięk. W tamtych czasach nie byliśmy obsypani tym wszystkim, co teraz jest w zasięgu ręki" - mówi.
Pomarańcze okazały się bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o przywoływanie świątecznych wspomnień "dzieci PRL-u". Od nich zaczęła swoją opowieść również dziennikarka Beata Sadowska.
"Święta pachniały oczywiście kubańskimi pomarańczami. Były lekko zielone i tylko na święta - a więc był to wielki rarytas. A w podstawówkach dostawało się wtedy paczki ze Związku Radzieckiego. Do dzisiaj pamiętam wyrób czekoladopodobny z wiewiórką na opakowaniu - to były cukierki z orzechami w takich strasznych plastikowych domkach. Jak ja je kochałam! Wysyłali nam je nasi przyjaciele i Wielki Brat ze Wschodu, aby nas przekonać, jak fajnie jest w Związku Radzieckim" - mówi dziennikarka.
"Pamiętam też niezłomną wiarę w Mikołaja i to, że on przychodzi zawsze, kiedy ja śpię. Marzyłam, żeby choć raz się w tym momencie obudzić. Wtedy cieszyło wszystko, co było pod choinką. Niezależnie od tego, czy to były paczki słodyczy, które rodzice dostawali w pracy, czy pomarańcze, które wtedy lądowały pod choinką, czy chiński piórnik albo gra planszowa. Wszystko było wielkim rarytasem" - dodaje Beata Sadowska.
Okazuje się, że czasem najważniejszy był nie tyle sam prezent, co możliwość spędzenia czasu z bliskimi.
Czytaj dalej >>>
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!