Śledczy mówili, jak pogrążać doktora G.?
Prokurator uporczywie sugerował, bym zeznała, że wręczyłam prezent, licząc na dobrą opiekę dla ojca - wyznała w sądzie córka pacjenta kardiochirurga Mirosława G. Inni pacjenci, w tym ksiądz, przekonywali, że nikt nigdy w szpitalu MSWiA nie chciał od nich żadnych łapówek.
- Doktor G.: Nie brałem łapówek
- Doktor Mirosław G. nie zabił pacjentów
- CBA miało wtyczkę na oddziale doktora G.
- Doktor G.: CBA manipuluje nagraniami
- Rodziny zmarłych chcą ścigania doktora G.
- Wraca sprawa śmierci pacjenta doktora G.
- Ziobro przeprosi, ale najpierw poczyta
- Szpital doktora G. chce go z powrotem
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przed Sądem Rejonowym w Warszawie zeznawali m.in. zakonnik operowany na oddziale dra G., strażak, który stracił zdrowie ratując ofiary pożaru chemikaliów, oraz bliscy innych osób operowanych przez G. Niektórzy przyznali, że obdarowywali doktora już po operacji, nigdy jednak nie spotkali się z sugestiami łapówek.
Malarz Olgierd P. - Mirosław G. przeprowadził skomplikowaną operację matki jego ukochanej - obdarował później lekarza swoim obrazem. "Nie wyczułem nawet śladu sugestii wręczenia korzyści majątkowej. To był hołd artysty artyście" - mówił świadek. Dodał, że Mirosław G. zrobił na nim wrażenie lekarza wykonującego swój zawód z prawdziwą pasją, a zagadnięty przed operacją wykazał się znajomością malarstwa. Mirosław G. przeprowadził rzadką operację wszczepienia trzech zastawek, po której, jak powiedział P., jego pacjentka czuje się znacznie lepiej.
"To był gest a la kwiaty, podziękowanie" - powiedziała o wręczonym przez siebie upominku Anna Z., wobec której wszczęto, a później umorzono postępowanie z powodu podarunku w postaci skrzynki na cygara wartej kilkaset złotych. Świadek, sama z zawodu lekarka, zatrzymana tego samego wieczoru co dr. G. opowiadała, jak agenci CBA wtargnęli bez ubrań ochronnych do szpitala, by wprost z dyżuru zawieźć ją na przesłuchanie. Tego samego dnia dwa razy przesłuchiwali ją agenci CBA, a potem jeszcze prokurator - przesłuchanie skończyło się po pierwszej w nocy. Mówiła, że mimo późnej pory w budynku CBA panował ogromny ruch, we wszystkich oknach paliło się światło.
Podkreślała, że G. podjął się operacji jej ojca, którego z powodu innych schorzeń nie chciano operować w Białymstoku ani w Aninie. Prezent zaniosła tydzień po operacji i zostawiła w gabinecie G. "Pan doktor miał ogrom pracy, spieszył się do następnych pacjentów, nie wiem, czy zauważył, że coś zostawiłam" - opowiadała. Mówiła, że przesłuchujący ją prokurator uporczywie sugerował, by przyznała, że wręczyła prezent licząc na dobrą opiekę, gdyby jej ojciec jeszcze kiedyś miał trafić do szpitala.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!