"Potwierdzam, że takie postanowienia są w naszej prokuraturze opracowane. Natomiast bliższych informacji w związku z tymi postanowieniami o przedstawieniu zarzutów będzie można udzielić dopiero po ogłoszeniu tych zarzutów osobom zainteresowanym. Taka czynność jest dopiero planowana" - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska.

Rzeczniczka dodała, że postanowienia są związane z treścią art. 241 kodeksu karnego i dotyczą postępowania prowadzonego w Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie. Artykuł 241 k.k. mówi o tym, że "kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

Prok. Marcinkowska podkreśliła, iż działanie prokuratury nie może być odbierane jako naruszenie wolności mediów, ponieważ nie chodzi w tym przypadku o tzw. śledztwo dziennikarskie, a jedynie o naruszenie przepisów dotyczących ujawnienia materiałów ze śledztwa. Jak wyjaśniła, materiały z postępowania prokuratorskiego mogą być ujawniane jedynie za zgodą organu prowadzącego postępowanie według określonej procedury, która w tym przypadku powinna być zastosowana również przez dziennikarzy.

Jak poinformował we wtorek wieczorem PAP prokurator apelacyjny w Krakowie Marek Jamrogowicz, Prokuratura Apelacyjna w Krakowie sprawdzi akta w tej sprawie. "Z polecenia Prokuratury Krajowej przeprowadzimy badanie akt prokuratury okręgowej w tej sprawie w zakresie prawidłowości formułowania zarzutów przeciwko dziennikarzom" - powiedział Jamrogowicz.

Prokuratura okręgowa nie podaje, o jakie śledztwo chodzi. Media podały, że chodzi o Mariusza Gierszewskiego z Radia ZET oraz Krzysztofa Skórzyńskiego z TVN24. Gierszewski powiedział portalowi tvn24.pl, że chodzi zapewne o zeznania prokuratorów w sprawie przecieku o akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa; materiał przygotowany wspólnie ze Skórzyńskim. Dziennikarze opublikowali go 4 stycznia ub. roku. Dowodzili, że prokurator Jerzy Engelking, najbliższy współpracownik Zbigniewa Ziobry, mimo braku dowodów, wskazał Janusza Kaczmarka jako źródło przecieku w akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Dziennikarze powoływali się na zeznania śledczych badających tę sprawę, które ci złożyli w rzeszowskiej prokuraturze.

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie prowadzi śledztwo w związku z domniemanym przekroczeniem uprawnień przez prokuratorów, funkcjonariuszy ABW i CBA w sprawie przeciwko b. szefowi MSWiA Januszowi Kaczmarkowi oraz dotyczące konferencji multimedialnej w 2007 r. wiceprokuratora generalnego Jerzego Engelkinga.

Kaczmarek (szef MSWiA w rządzie Jarosława Kaczyńskiego), Konrad Kornatowski (b. szef policji) i biznesmen Ryszard Krauze byli podejrzani o utrudnianie śledztwa ws. wyjaśnienia przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. O zarzutach informował Engelking na specjalnej multimedialnej konferencji prasowej, na której przedstawiono podsłuchy rozmów trójki i komputerową symulację przemieszczania się Kaczmarka 5 lipca 2007 r. przez Warszawę, gdy dotarł on na 40. piętro hotelu Marriott, gdzie miał się spotkać z Krauzem. Śledztwo to umorzono w październiku ub. roku.