"Kwestia wywierania bezprawnych nacisków na dyrektora UKS w Krakowie Marka Piątkowskiego, których elementem mogły być groźby odwołania go z zajmowanego stanowiska, jest jedną z wersji śledczych wyjaśnianych w toku naszego postępowania" - potwierdza prokurator Leszek Goławski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Dyrektor Piątkowski najpierw na ten temat nie chciał rozmawiać. Ale potem napisał do redakcji e-mail, że nie wywierano na niego bezprawnego nacisku. Śledczy mówią: są dowody, że było inaczej.

Kierownictwo Rafinerii Trzebinia przez lata oszukiwało Skarb Państwa, sprzedając tzw. oleje technologiczne na stacje benzynowe jako olej napędowy. Odbiorcami lewego paliwa były najważniejsze spółki mafii paliwowej: szczecińska BGM oraz warszawskie Konsorcjum Victoria.

Dzięki temu procederowi rafineria nie płaciła akcyzy. Inspektorzy skarbowi z Krakowa wstępnie oszacowali straty Skarbu Państwa z tego tytułu na prawie 900 mln zł. Ale gdy w listopadzie 2008 roku krakowski UKS skończył czteroletnią kontrolę w Trzebini, niespodziewanie podjął decyzję, że rafineria nie musi zapłacić zaległej akcyzy.

"Badamy przesłanki, który legły u podstaw takiego wyniku kontroli. A groźby wobec dyrektora są jedną z wersji śledczych" - dodaje prokurator Goławski.

Trzy wersje kontroli

Dlaczego decyzja o nie ściąganiu podatku była tak niespodziewana dla prokuratury? Bo w śledztwie w sprawie handlu fałszywymi paliwami prokuratorzy z Krakowa postawili zarzuty m.in. Grzegorzowi Ślakowi, byłemu prezesowi rafinerii. A dowody przeciwko niemu i innym członkom zarządu w dużej mierze oparli na ustaleniach krakowskiego UKS.

"Urząd sporządził protokoły o nierzetelności ksiąg podatkowych rafinerii, wskazując, że tylko za część transakcji powinna ona zapłacić około 200 mln zł zaległej akcyzy. Ostateczny wynik kontroli UKS wzbudził nasze wątpliwości" - tłumaczy prokurator Marek Wełna, wiceszef krakowskiej prokuratury apelacyjnej.

Czytaj dalej >>>


Dlatego prokuratorzy wszczęli nowe śledztwo, które przekazali potem do Katowic. Zaczęli badać nieprawidłowości w krakowskim UKS. Zaangażowali w sprawę Centralne Biuro Antykorupcyjne. To funkcjonariusze CBA na początku 2009 roku odkryli w UKS dokument z 2008 roku, z którego wynikało, że Trzebinia powinna zapłacić akcyzę. Ci sami inspektorzy skarbowi przygotowali jeszcze dwie inne wersje finalnych wyników kontroli w rafinerii.

CBA trafia do resortu

Według pierwszej wersji rafineria nie musiała płacić podatku. Według drugiej – była winna Skarbowi Państwa kilkaset milionów złotych. Trzecia wersja nie przesądzała o żadnej decyzji. Ostatecznie inspektorzy i dyrektor krakowskiego UKS podpisali się pod pierwszą. W uzasadnieniu napisali, że to nie Rafineria Trzebinia powinna zapłacić ten podatek, tylko spółki mafii paliwowej, które kupowały paliwo.

CBA w dokumentach krakowskiego UKS odnalazło też opinię prawną przygotowaną w departamencie podległym wiceministrowi finansów Andrzejowi Parafianowiczowi, czyli generalnemu inspektorowi kontroli skarbowej. Na opinii widnieją odręczne adnotacje wiceministra, który polecał, by urzędnicy resortu sprawdzili, czy Rafineria Trzebinia na pewno musi zapłacić akcyzę.

Autorzy tej opinii napisali, że rafineria powinna zapłacić podatek, ale tylko wtedy, jeżeli jej byli prezesi sami przyznają się, że świadomie i celowo sprzedawali nieopodatkowane oleje technologiczne jako paliwo do samochodów. A do tego oczywiście nikt z dawnego kierownictwa spółki się nie przyznał.

Parafianowicz chce wyjaśniać

W pierwszej połowie 2009 roku do prokuratury i CBA dotarł sygnał, że to urzędnicy resortu finansów naciskali na dyrektora Piątkowskiego w sprawie Trzebini. Później jeden ze świadków zeznał, że na przełomie sierpnia i września 2008 roku w ministerstwie powstał dekret odwołujący Piątkowskiego z funkcji dyrektora UKS w Krakowie. Jego miejsce miał zająć inny urzędnik skarbowy z Krakowa – Henryk Surowiec. I to wtedy – zdaniem prokuratorów – Piątkowski mógł ulec i podpisał korzystną dla rafinerii wersję kontroli.

Co na to resort? Wydział prasowy Ministerstwa Finansów twierdzi, że wiceminister Parafianowicz nie wtrącał się w kontrolę krakowskiego UKS, bo nie miał do tego uprawnień. Ale potwierdził nam, że podległy Parafianowiczowi departament prosił Piątkowskiego o wyjaśnienia w sprawie tej kontroli. To dlatego dyrektor spotykał się z urzędnikami z resortu finansów. Zdaniem biura prasowego resort interesował się sprawą tylko dlatego, że pytali o nią posłowie i związki zawodowe działające w rafinerii.

Czytaj dalej >>>


O sprawę zapytaliśmy samego Parafianowicza. Przez rzecznika ministerstwa Magdalenę Kobos odpowiedział, że powinniśmy... zawiadomić prokuraturę o podejrzeniu nacisków na dyrektora UKS. I zażądał, by DGP przekazał mu swoją wiedzę o tej sprawie. Po co? "Celem wszczęcia postępowania wyjaśniającego" - wyjaśniła Kobos.

p

Płyn antykorozyjny stawał się paliwem

Od końca lat 90. Rafineria Trzebinia sprzedawała tzw. oleje technologiczne, czyli np. płyn do oczyszczania węgla lub zabezpieczania metalu przed korozją jako olej napędowy do silników diesla. Te substancje nie były objęte akcyzą, a ich właściwości tylko nieznacznie odbiegały od oleju napędowego. Jako paliwa kupowały je firmy z mafii paliwowej. Cysterny z rafinerii jechały wprost na ich stacje benzynowe, gdzie oleje były wlewane do zbiorników oznaczonych literami ON.

Kto na tym zarabiał? Rafineria, bo nie płaciła akcyzy. Firmy mafii paliwowej, bo oleje technologiczne były tańsze od paliw objętych akcyzą. Prezesi Rafinerii Trzebinia, bo firmy kupowały oleje po 50-150 zł za tonę paliwa, ale na fakturach oleje zamieniały się w ropę, a ceny rosły.

A kto tracił? Oddajmy głos prokuratorom. "Rafineria Trzebinia, produkując i sprzedając oleje technologiczne i preparaty benzynowe bez akcyzy, pomimo pełnej świadomości, że wszystkie one w całości zostaną wykorzystane jako paliwa silnikowe, naraziła należny Skarbowi Państwa podatek akcyzowy na uszczuplenie".