- Dotarła do nas niepokojąca informacja, że nadal ma Pan problemy ze zdrowiem. Znów odwołał Pan wizytę zagraniczną, tym razem w Peru. Czy powodem są niedomagania kręgosłupa?

- Tak. W dalszym ciągu odczuwam skutki feralnego zderzenia z kamerzystą podczas uroczystości rocznicowych obalenia muru berlińskiego. Do Peru miałem lecieć przez Kopenhagę. A to wiązałoby się ze spędzeniem około czternastu godzin w fotelu w pozycji nachylonej. Takiej na "trzy czwarte". Mój kręgosłup w obecnym stanie ciężko by to zniósł. Było wyjście, że albo zmienimy samolot na taki z siedzeniami do leżenia, albo wyjazd okaże się niemożliwy. Nie udało się zmienić rezerwacji więc musiałem zrezygnować.

- Czy odczuwa Pan poważne dolegliwości?

- Nie wiem jeszcze na ile poważne, ale z pewnością istotne. Nadal boli mnie kręgosłup i mam problemy z poruszaniem się, zwłaszcza przy wstawaniu z krzesła.

- Już kilka tygodni temu przeszedł Pan badania, które stwierdziły stłuczenie kręgosłupa i naderwanie mięśni nogi. Leżał Pan nawet w szpitalu pod kroplówką. Nie ma poprawy?

- Rzeczywiście nie jest lepiej. Bardzo słabiusieńko to ustępuje. Więc muszę trochę pofolgować. Przymierzam się do następnych badań, ale jeszcze nie wiem kiedy do nich dojdzie. Na razie nie mam czasu oddychać, bo tyle mam różnych spraw na głowie. Ale pora na dobre wziąć się za leczenie. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku, choć - jak często powtarzam w żartach - na coś w końcu trzeba umrzeć.

>>> Czytaj także: Odśnieżyli ministrowi przed domem