Przepisy, które obowiązywały przez kilka dni nowego roku pozwalały przyjmować pacjentów jedynie w tych placówkach, gdzie pracują konsultanci wojewódzcy.

Prezes NFZ po ukaraniu przez premiera zmienił feralne zarządzenie i wezwał oddziały NFZ do niezwłocznego – w ciągu 10 dni - podpisania umów z wszystkimi szpitalami, które w 2009 roku prowadziły chemioterapię niestandardową. Aby pacjenci nie mieli przerwy w leczeniu, na razie mają być przyjmowani w ramach „stanów nagłych i ratowania życia”.

Nowe wytyczne nie są jednak dla wszystkich jednoznaczne. - Prezes NFZ zrobił premiera w konia. Nie ma czegoś takiego w chemioterapii, jak stan nagły. Nie ma możliwości na tej podstawie przyjmować pacjentów - oburza się prof. Cezary Szczylik, onkolog z wojskowego szpitala przy ul. Szaserów w Warszawie.

Podobne wątpliwości mają w innych placówkach. Wiele wskazuje, że zamieszanie może jeszcze potrwać. - Czekają nas newralgiczne dwa tygodnie, do czasu podpisania nowej umowy. A mamy 20 pacjentów, którzy czekają na kontynuację leczenia chemioterapią niestandardową – wyjaśnia Łukasz Sroga ze szpitala św. Łukasza w Tarnowie.

W Małopolsce na wznowienie leczenia wciąż czeka kilkudziesięciu pacjentów trzech szpitali, którym nie przedłużono kontraktów na stosowanie chemioterapii niestandardowej. Ich dyrektorzy nie spieszą się ze wznowieniem przyjęć, bo mają wątpliwości co do stanu prawnego. - Co będzie, jeżeli przy okazji kontroli NFZ znowu nam powie, że to była nasza interpretacja przepisów i nie otrzymamy refundacji? - dywagował dyrektor jednego z małopolskich szpitali. Przyznał, że ma młodego chłopaka chorego na raka nerki dla którego szpital zrobił wyjątek, by ratować mu życie. - Gdyby NFZ nam nie zwrócił kosztów tego leczenie, te 13 tys. zł .zapłacimy z własnego budżetu – mówi.

Przyjmowanie chorych wznowił natomiast wojewódzki szpitala specjalistyczny w Siedlcach. - Zrobiliśmy to natychmiast po piśmie z NFZ i liczymy, że prezes Paszkiewicz dotrzyma słowa – powiedział nam dyrektor siedleckiego szpitala Wojciech Kaszyński.