Prokurator okręgowy Artur Wrona ogłosił wczoraj: strona szwedzka potwierdziła dane osobowe podejrzewanego o zlecenie kradzieży Szweda oraz przesłała jego zdjęcia. Zatrzymani za kradzież Polacy rozpoznali go jako swojego zleceniodawcę.

Prokuratura wystąpiła też do sądu o aresztowanie Szweda na 14 dni. Jeśli sąd przychyli się do wniosku, za Andersem H. zostanie wydany list gończy. A ponieważ oskarżony przebywa w Szwecji i do Polski raczej się nie wybiera, prawdopodobnie będzie ścigany również Europejskim Nakazem Aresztowania ENA.

Skradziony przed świętami Bożego Narodzenia napis "Arbeit macht frei" zostanie w przyszłym tygodniu przekazany dyrekcji muzeum Auschwitz-Birkenau. Wkrótce zostanie także wypłacona nagroda w wysokości 115 tys. zł za pomoc w odnalezieniu napisu. 100 tys zł dało muzeum Auschwitz-Birkenau, 5 tys. małopolski komendant policji, a kolejne 10 tys. zł firma ochroniarska, która monitoruje teren muzeum w Auschwitz-Birkenau. Komendant główny policji rozdzieli te pieniądze między głównych informatorów. Nie jest jeszcze pewne, czy trafią one jedynie do dwóch głównych informatorów, dzięki którym znaleziono napis. Być może część tej sumy dostaną również policjanci, którzy najbardziej przyczynili się do odnalezienia napisu i zatrzymania rabusiów.

Tablica z historycznym napisem "Arbeit macht frei" znad bramy byłego niemieckiego obozu została skradziona nad ranem 18 grudni. Napis odnaleziono dwa dni później wieczorem we wsi Czernikowo koło Torunia. Przestępcy rozcięli go na trzy części. Z ustaleń prokuratury wynika, że cała piątka działała na zlecenie pośrednika ze Szwecji.

Jak podawały w ubiegłym tygodniu szwedzkie media, Anders H. chciał zdobyć w ten sposób sławę i pieniądze. Gazety opublikowały nawet wywiad z tym byłym neonazistą, z którego wynikało, że nie czuje się winny. Na łamach szwedzkiego "Expressen" mężczyzna stwierdził, że był tylko pośrednikiem. "Moją rolą było odebranie napisu z Polski, byłem pośrednikiem, miałem zająć się jego sprzedażą" - mówił. Pieniądze z transakcji miały posłużyć do przygotowania przez grupe neonazistów ataku terrorystycznego na siedziby szwedzkiego rządu i parlamentu. W pewnym momencie Szwed - jak twierdzi - zrezygnował z udziału w akcji. "Nie chciałem być w to zamieszany. Od razu skontaktowałem się z policją i przekazałem wszystkie informacje. Nie popełniłem żadnego przestępstwa, tylko dopilnowałem, aby napis wrócił na swoje miejsce" - przekonywał.

Krakowska prokuratura zwróciła się w ubiegłym tygodniu do strony szwedzkiej z wnioskiem o potwierdzenie danych osobowych dwóch osób, które podejrzewane są o udział w kradzieży. Jak podaje radio RMF, Szwedzi nie potwierdzili danych drugiego podejrzanego: Serba, którego samochodem poruszali się złodzieje. Z ustaleń prokuratury wynika, że Anders H. był na terenie obozu w Auschwitz-Birkenau wiosną 2009 roku. Razem z dwójką podejrzanych robił wtedy rekonesans. Potwierdzono również, że już po kradzieży kontaktował się z polską policją przez pośrednika.