- To fatalna informacja. Kolejny już sygnał, że ten rząd nie dba o prawa kobiet i nie chce się zajmować przeciwdziałaniem dyskryminacji - mówi posłanka lewicy Izabela Jaruga-Nowacka.

Departament do spraw kobiet, rodziny i przeciwdziałania dyskryminacji działał w resorcie pracy cztery lata. Jego urzędnicy przeprowadzili wiele spektakularnych akcji, jak choćby szkolenia, podczas których uczono wiejskie kobiety jak działać aktywnie w lokalnym środowisku. W kampaniach społecznych namawiano Polki do zakładania własnych firm i uczono urzędników innych resortów, czym jest polityka równościowa.

- Od stycznia DKR przestaje istnieć - dowiedzieliśmy się od urzędników resortu pracy pod koniec grudnia ubiegłego roku. Samo ministerstwo najwyraźniej nie zamierzało ujawniać tej informacji. Odpowiedź na pytanie o przyczyny likwidacji departamentu uzyskaliśmy po dwóch tygodniach. Dopiero wtedy biuro prasowe potwierdziło, iż na podstawie zarządzenia minister Jolanty Fedak "część zadań realizowanych dotychczas przez DKR otrzymał departament analiz ekonomicznych i prognoz". Formalnie departament jeszcze istnieje.

Faktem jest jednak, że przeciwdziałaniem dyskryminacji zajmuje się teraz Elżbieta Radziszewska, pełnomocniczka ds. równego traktowania. - Powyższe zmiany podyktowane są chęcią porządkowania rozproszonych dotychczas kompetencji w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji i skupieniu ich w jednym miejscu - wyjaśnia Centrum Informacyjne Rządu. - Tyle tylko, że Elżbieta Radziszewska niczego nie zrobiła, a nawet nie skomentowała żadnego z nagłaśnianych przypadków dyskryminacji odkąd sprawuje urząd - krytykuje te decyzję Izabela Jaruga-Nowacka.

Posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska wylicza, że kiedy to ona szefowała departamentem, pozyskała unijne fundusze aż na 11 projektów na rzecz kobiet. - Nie rozumiem władz ministerstwa: miały w ręku tak sprawną grupę ludzi i wszystko zniszczyły - mówi. Za zaniedbania w dziedzinie walki z dyskryminacją już pół roku temu Komisja Europejska pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Grozi nam za to grzywna w wysokości co najmniej kilku milionów euro. W lecie rząd obiecywał, że lada chwila uchwali ustawę o równym traktowaniu. Nie ma jej do dziś.

Tymczasem Polki nadal są dyskryminowane, o czym świadczą choćby historie urzędniczek zatrudnionych w samym resorcie pracy. Berenika Anders, dyrektorka Departamentu ds. Kobiet, Rodziny i Przeciwdziałania dyskryminacji, pożegnała się ze stanowiskiem po tym, jak "Dziennik" opisał wyniki badań, z których wynikało, że co piąta urzędniczka ministerstwa pracy czuła się mobbingowana. Potem do dymisji podała się wiceminister Agnieszka Chłoń-Domińczak, której po urodzeniu dziecka odebrano większość obowiązków. Kilka miesięcy temu pisaliśmy z kolei o urzędniczce, która straciła funkcję i dodatek do wynagrodzenia, bo pokazała zaświadczenie o ciąży.