Największa gwiazda polskiego Twittera, właściwie nieznany pisarz Zbigniew Żbikowski, ma ponad 32 tysiące followersów. W porównaniu z najpopularniejszym w USA aktorem Ashtonem Kutcherem , który ma ich prawie 4,5 miliona, to niemalże nic.

"Twitt" znaczy po angielsku ćwierkać, świergotać, świergolić. I tak właśnie na góra 140 znakach ćwierka, czyli mikrobloguje, już 60 milionów internautów na świecie. Dotychczas jednak ta moda zupełnie nie ruszała Polaków. Choć Twitter, czyli wzorcowy dziś serwis mikroblogowy, powstał w 2006 r., nasz internet pozostawał odporny na mikroblogowanie. Niedawno zaczęło się to zmieniać. Według ostatniego badania Megapanel na Twitterze i jego polskich kopiach - Blipie, Flakerze i Pingerze - udziela się już ponad milion rodaków. Najwięcej oczywiście na Twitterze, któremu w ciągu zaledwie miesiąca liczba użytkowników zwiększyła się dwukrotnie, do ponad pół miliona osób.

"Wiele osób wróżyło Twitterowi w Polsce wielki rozkwit już w minionym 2009 roku - tłumaczy Teresa Wierzbowska, analityk internetu z Redefine, właściciela Twitt.pl, czyli katalogu polskich użytkowników Twittera. - Potencjał tkwiący w polskim mikroblogingu najlepiej pokazuje gwałtownie rosnąca liczba tweetnięć. Do tej pory Polacy umieścili ich około 1,5 mln. Z miesiąca na miesiąc jest ich coraz więcej. W czerwcu było to jeszcze ledwie 100 tysięcy wpisów, w listopadzie już 250 tysięcy - dodaje Wierzbicka. - I do tego jeszcze są one coraz ciekawsze".




CO BIELAN WIE O "KURZE"

Polscy fani Twittera za jego prawdziwy początek uznają 16 maja 2009 r., a za ojca popularnego speca od marketingu politycznego - Eryka Mistewicza. Cóż takiego zrobił ten konsultant polityczny? Najpierw zdobył informację, że Lech Wałęsa wybiera się 4 czerwca w 20. rocznicę wyborów w 1989 r. do Francji na zjazd Libertas, a nie, jak wcześniej przypuszczano, na oficjalne obchody do Gdańska. Wkrótce po tym wysłał tego newsa na Twittera, gdzie odczytało go kilku dziennikarzy. Po paru minutach pojawił się on na pasku TVN 24 i na portalu Gazeta.pl. Media podały, że Mistewicz poinformował o tym na Twitterze. Swoje profile zaczęli masowo zakładać politycy i dziennikarze.

Tak oto Twitter trafił do mainstreamu. Mistewicz dorobił się przydomka Papa Twitter, a do mikroblogowania rzucili się politycy i dziennikarze. Pierwsi na początku lata 2009 r. wpadli na taki pomysł spece od PR w PiS - Adam Bielan i Michał Kamiński. Jednak ich początki wcale nie były zachwycające. "Rano 8.15 w TV z Markiem Jurkiem i Danutą Huebner o traktacie lizbońskim" - w mało wysublimowany sposób zawiadamiał Kamiński. "Polski znowu nie ma w finale Eurowizji. PR-owcy Platformy chyba nie obarczą tym PiS?" - nudno dywagował Bielan.

Internauci wyśmiali ich wysiłki. Bielan i Kamiński wzięli to sobie do serca i wkrótce ich świergot znacznie się poprawił. Bielan donosił: "Kura (Jacek Kurski - red.) nie robił dziś kampanii w terenie, tylko kręcił nowy spot. Mam nadzieję, że nie będziemy za niego przepraszać" - pisał, nim pojawiła się reklamówka z wkrótce znaną całej Polsce aktorką Anną Cugier-Kotką. Na podstawie jego kolejnego wpisu, niespełna stuznakowego zdania, że francuski polityk Libertas będzie po wyborach w jednej frakcji z PiS, Polska The Times zrobiła czołówkę.


Najwięcej szumu jak dotychczas narobił inny wpis. "I jak na ironię, leżę złożony ciężką grypą A/H1N1. Sądziłem, że walczę o innych, okazało się, że i o siebie. Na razie bezskutecznie" - te niecałe 140 znaków wrzucone 25 grudnia na Twittera przez rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego wywołało burzę. Kochanowski walczył o zakup szczepionek przeciw świńskiej grypie przez polski rząd, a potem sam zachorował. I choć po kilku dniach się okazało, że to zwykła grypa, to i tak wpis Kochanowskiego przejdzie do historii. Trzema krótkimi zdaniami rzecznik wywołał temat, którym tradycyjne media żyły przez kilka dni.

"I w tym tkwi siła mikroblogingu. To przekonanie, że śledząc odpowiednie osoby, ma się dostęp do ekskluzywnych, tworzonych specjalnie dla Twittera, informacji. Plus zaspokojenie potrzeby kontaktu z ludźmi znanymi - tłumaczy socjolog internetu Kazimierz Krzysztofek. - To w połączeniu z naprawdę szybkim przepływem informacji rewolucjonizuje media" - dodaje i opisuje przypadek mikroblogera Janisa Krumsa. Rok temu, 15 stycznia, Krums, pasażer promu przepływającego obok airbusa awaryjnie wodującego na rzece Hudson w Nowym Jorku, tweetnął jego zdjęcie do sieci. Potem uczestniczył w akcji ratunkowej i relacjonował wydarzenia kolejnymi wpisami. Zanim dopłynął do brzegu, był już gwiazdą mediów.



MIKROGWIAZDOZBIÓR

W Stanach Zjednoczonych Twitter to bastion przede wszystkim celebrities. Najmocniej świadczy o tym niezwykły wyścig, jaki miał miejsce w kwietniu 2009 r. W walce o to, czyje konto będzie jako pierwsze posiadało milion obserwujących je osób, najmocniej zaangażowali się amerykańska telewizja CNN oraz aktor Ashton Kutcher, znany głównie jako mąż starszej od niego o 16 lat Demi Moore. Wygrał Kutcher, który zresztą dziś ma już prawie 4,5 miliona followersów.


Za to w polskim mikroświecie Twittera czy Blipa nie ma prawie w ogóle celebrytów - ani tych z Hollywood, ani z polskich telenowel. Nie ma nawet sławnego internetowego freaka Gracjana Rostockiego, który w sieci publikuje swoje nagie zdjęcia. Wśród stu najpopularniejszych użytkowników Twittera znalazła się zaledwie jedna gwiazda - popularna, ale jednak niszowa piosenkarka Gaba Kulka, której świergot śledzi 455 osób.

Z Twitterem próbował flirtować także Zbigniew Hołdys. Po niezłym początku w październiku 2009 r. nieoczekiwanie pożegnał się z serwisem. Na do widzenia napisał tylko: "No więc widok @MKaminski CBA powoduje, że znikam z Twittera. Są granice 1. kradzieży tożsamości, 2. inwigilacji (niepotrz. skreśl). 3majcie się". Hołdysa odrzuciło to, że na Twitterze pojawiło się konto Centralnego Biura Antykorupcyjnego - jak się zresztą wkrótce okazało, fałszywe. Dziś muzyk udziela się na bardziej obyczajowym Blipie (zbigniewholdys.blip.pl), gdzie zdobył już blisko 600 obserwatorów.



...I JEGO MIKROGWIAZDY

Powoli polski mikroświat dorabia się swoich mikrobohaterów. I wcale nie są to ani dziennikarze, ani politycy. To specyficzne gwiazdki, o których poza internetem nikt nie słyszał. Na Blipie najpopularniejszy - z blisko 2200 obserwującymi - jest znany z tradycyjnej blogosfery kontrowersyjny Kominek. Na Twitterze pierwsze miejsce w rankingu - z ponad 31 tysiącami followersów - ma 43-letni Very1976, czyli Zbigniew Żbikowski, autor szerzej nienznaego e-booka "Władca Sumienia".


Kominek zgodnie ze swoim blogowym stylem pisze dosadnie: "Goooood morning Vietnam, kruwamać, ale tu gorąco, kruwamać, dlaczego o 6 rano musi budzić mnie jakiś osrany ptak na palmie i dlaczego nikt nie robi mi loda?:(((". Very1976 za to wykorzystuje Twittera jako tablicę ogłoszeń do sprzedaży wszelakich produktów związanych z ogrodnictwem.

Naszemu mikroświatkowi daleko więc jeszcze do gorączki amerykańskiego Twittera, gdzie kilka miesięcy temu kontrowersyjny e-przedsiębiorca Jason Calacanis był gotowy zapłacić 250 tysięcy dolarów za popularność. Tyle zaproponował za miejsce w czołówce osób, które Twitter rekomenduje jako autorów godnych śledzenia. Uznał, że to opłacalny sposób wypromowania się w świecie. Do transakcji nie doszło, ale rozgłos i kilkudziesięciu nowych followersów Calacanis zdobył.

Jak na razie nawet sam Papa Twitter nie do końca wierzy w siłę mikroblogów. W ubiegłym tygodniu szumnie zapowiadał, że opublikuje wpis, który wstrząśnie polską polityką, ale dzień przed jego odpaleniem (okazało się, że chodzi o Nelli Rokitę mającą wziąć udział w "Tańcu z gwiazdami") postawił na tradycyjne media. Udzielił wywiadu Polsce The Times, w którym też podzielił się newsem.

Były poseł LPR i uczestnik tanecznego show TVN Krzysztof Bosak sprostował informację. Oczywiście na Twitterze. Nelli propozycję dostała, ale z niej nie skorzysta.