Napastnicy uzbrojeni byli w pistolet gotowy do strzału. Gdy próbowali sterroryzować kierowcę - rozwożącego towar pracownika jednej z firm drobiarskich - napadnięty uderzył jednego z nich w twarz i uciekł do pobliskiego sklepu. Sprzedawczyni wezwała policjantów i poinformowała ich o samochodzie, jakim poruszają się sprawcy.

Samochód odpowiadający opisowi świadka napadu, zobaczył przejeżdżający w pobliżu dzielnicowy, który wcześniej usłyszał policyjny komunikat. "Funkcjonariusz zawrócił, wezwał posiłki, i razem z innymi policjantami zatrzymał podejrzanych" - powiedział rzecznik.

Przy zatrzymanych nie znaleziono ani broni, ani kominiarek, które mieli na głowach podczas napadu. Jak się okazało, wyrzucili je z samochodu podczas ucieczki po nieudanym skoku. "Policjanci odnaleźli zarówno kominiarki jak i ostrą broń - pistolet z wprowadzonym do komory nabojem. Oprócz tego przy jednym z zatrzymanych znaleźliśmy amunicję, petardy i składany nóż" - relacjonował Milewski.

Sprawcy mają od 27 do 47 lat, są mieszkańcami woj. łódzkiego, wielkopolskiego i świętokrzyskiego. "Trzech z nich jest znanych policji, byli wcześniej karani - m.in. za kradzieże, wyłudzanie kredytów i paserstwo - czwarty pełni ważną funkcję społeczną" - powiedział Milewski. Według nieoficjalnych informacji mężczyzna jest radnym w jednym z miast Wielkopolski.

Za napad z bronią w ręku zatrzymanym grożą kary od 3 do 12 lat więzienia.