Jak minister Szwedów blokuje
Na Podlasiu od miesięcy wrzało. To miało być San Francisco, ale mogło nawet nie być ścierniska. Dopóki Warszawa nie zmieniła zdania, miejscowi mawiali „nic nie będzie”, tak jak swego czasu Kononowicz, sławny kandydat na prezydenta Białegostoku.
- Fast foody w kryzysie zacierają ręce
- Wielki protest pod IKEA w Poznaniu
- Kryzys, więc biegniemy do Ikei
- Ikea otwiera w Polsce bank
- Ikea? "Rasizm, wyzysk i manipulacja"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
– Pani, my tu na końcu świata żyjemy, u czorta na kuliczkach. Pies z kulawą nogą dotąd tu nie zajrzał. Aż tu nagle te Szwedy. To my jakby pana Boga za nogi złapali. I takie okazje te warszawskie chachmęciarze marnują – mówi starszy mieszkaniec Orli, znacząco spluwając na koniec. To jedna z bardziej łagodniejszych.
Szwedzki koncern planuje zainwestować w gminie Orla na Białostocczyźnie 340 mln euro. W fabryce płyt i mebli pracę może znaleźć ponad 2 tysiące osób. Koncern wykupił 100 hektarów ziemi. Jednak w Ministerstwie Rolnictwa po aferze gruntowej trudno było o szybką decyzję o odrolnieniu gruntów – bezpieczniej zwlekać, trzymać inwestora i cały region w niepewności.
Jedna z największych od lat inwestycji zagranicznych w Polsce wisiała tygodniami na włosku. Dlaczego? Bo minister rolnictwa długo nie chciał wydać zgody na odrolnienie gruntów, na których Ikea chce zbudować potężną fabrykę. Zrobił to dopiero 21 stycznia.
W okolicy pod adresem chłopskiego ministra trudno usłyszeć słowa inne niż te uznawane powszechnie za obraźliwe. Pomimo że negatywne dla Orli decyzje podpisywał wiceminister Kazimierz Plocke z PO, to najwięcej gromów sypie się na głowę Marka Sawickiego z PSL, „sąsiada zza Buga”, jak mówią tu o nim. Bo Sawicki przez wiele lat był wójtem sąsiadującej z Podlasiem gminy Repki na Mazowszu, a granicę pomiędzy województwami wyznacza rzeka Bug.
Gmina na końcu świata
W gminie Orla mieszka zaledwie 3300 osób, w większości to ludzie już po sześćdziesiątce. Młodzi wyjechali do miasta szukać pracy i lepszego życia. Orla słynie teraz najbardziej z tego, że mieszka tu znachorka, przez „swoich” nazywana zdrobniale Waloczka. Przed domem szeptuchy zatrzymują się samochody z rejestracjami z całej Polski. – Nawet doktory do niej przyjeżdżają. Ona tylko spojrzy i wszystko już o tobie wie – mówią z podziwem miejscowi.
W lecie czasem zaglądają do Orli również Żydzi, ale z zupełnie innego powodu. Orlańska barokowa murowana synagoga bielejąca nad wsią to jeden z najcenniejszych tego typu zabytków w kraju. Poza tym sennie tu i swojsko. Tylko dzieci i wnuki zaglądają tu latem, spędzają na baćkauszczynie, jak miejscowi Białorusini określają ojcowiznę, weekendy i urlopy. Wielu chętnie wróciłoby na stałe, gdyby tylko była dla nich praca.
Gmina wystąpiła o odrolnienie gruntów dla Ikei w sierpniu 2009 roku. Wniosek poparły urząd marszałkowski i Podlaska Izba Rolnicza. W grudniu przyszła odpowiedź. Minister Sawicki nie zgodził się na odrolnienie 46 hektarów ziemi III klasy, bo uznał je za cenne rolniczo. Zażądał dodatkowych dokumentów, m.in. dokładnych map gruntów w gminie z podziałem na klasy bonitacyjne. Gmina się odwołała, dokumenty dostarczyła i całe Podlasie w napięciu czekało, co będzie dalej.
>>>Czytaj dalej>>>






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!