49-letnią Małgorzatę Obrusiewicz z małego miasteczka Maszewo w Zachodniopomorskim skierowano na przeszczep nerki w 2004 roku. Choć mija już pięć lat, kobieta jeszcze się go nie doczekała. -- Byłam na liście oczekujących przez półtora roku. Potem z niej wypadłam, bo miałam za dużą nadwagę, teraz od kilkunastu miesięcy znowu czekam. Nie wiadomo jednak, kiedy może wreszcie dojść do transplantacji -- opowiada kobieta, która każdego dnia liczy, że dostanie upragniony telefon z informacją: mamy nerkę!

Małgorzata Obrusiewicz na operację może jeszcze poczekać długo, bo jest jedną z blisko 1800 osób, które zostały skierowane do transplantacji nerki.

A ich liczba rośnie z tygodnia na tydzień. -- Z jednej strony to wina tego, że brakuje postępów w transplantacjach nerek. Z drugiej to efekt coraz lepszej diagnostyki: po prostu więcej chorych jest kierowanych na przeszczepy -- tłumaczy profesor Zbigniew Włodarczyk konsultant transplantologii w województwie Kujawsko-Pomorski, specjalizujący sie w przeszczepach nerek. -- Nadal jednak tych skierowań tak naprawdę nie jest wystarczająco dużo. Dziś w Polsce tylko co dziesiąty diagnozowany chory czeka na przeszczep. Średnia unijna to 20-25 procent chorych. Tyle tylko, że tam czeka się zdecydowanie krócej niż u nas -- dodaje Włodarczyk.

Rzeczywiście, podczas gdy w Polsce dializowany pacjent na przeszczep czeka średnio 3,3 roku, to w krajach starej Unii niespełna dwa lata.

Wydłuża się także oczekiwanie na inne organy. Poltransplant zajmujący sie koordynacją transplantacji w całym kraju podsumował właśnie 2009 rok. Z najnowszych danych wynika, że choć liczba przeszczepów w ubiegłym roku (1077) utrzymała się na podobnym poziomie co w 2008 roku (1106), to i tak kolejka pacjentów jest coraz dłuższa. Dziś na nowy organ czeka aż

2291 osób! Pod koniec 2008 roku były to 1872 osoby, a w 2007 roku - 1632 osoby. Najgorzej jest z przeszczepami nerek, ale kolejki wydłużyły się także dla oczekujących na nowe serce (rok temu 207 osób, dziś 253 osoby) oraz wątroby (rok temu 138 osób, dziś aż 183).

Doktor Dorota Lewandowska, szefowa Krajowej Listy Oczekujących na Przeszczepienie uważa jednak, że wydłużająca się kolejka to stan jak najbardziej pożądany. Dlaczego? Bo jest mobilizujący dla lekarzy: -- To jasno pokazuje, że nasze apele o lepszą koordynację transplantacji nie są pustymi hasłami. Naprawdę rośnie liczba potrzebujących i naprawdę trzeba pracować nad sprawnym kojarzeniem dawców i biorców organów -- mówi Lewandowska.

-- Teraz nie chodzi już tylko o uświadamianie społeczeństwa co do zasadności przeszczepów, bo ludzie to już wiedzą. Teraz trzeba walczyć o postęp świadomości wśród lekarzy -- dodaje prof. Włodarczyk. -- Oni wciąż jeszcze nagminnie obawiają się orzekać śmierć mózgu i kierować zmarłego jako dawcę. Bez tego nie mamy szans na mniejsze kolejki -- tłumaczy transplantolog.