Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Sobiesiak podważa zeznania Drzewieckiego

2010-02-16 | Ostatnia aktualizacja: 21:39 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Siedzę na ławce, czytam gazetę, moja córka buszuje po jakimś shoppingu i... podjeżdża pan Drzewiecki". Tak Ryszard Sobiesiak opisywał spotkanie z byłym ministrem sportu na Florydzie w końcu zeszłego roku. Ale Drzewiecki twierdzi, iż Sobiesiaka ostatni raz widział w Polsce, we wrześniu 2009 roku.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

>>> Przeczytaj treść przesłuchania Ryszarda Sobiesiaka

Zapis zeszłotygodniowego, zamkniętego dla mediów, spotkania biznesmena branży hazardowej z komisją śledczą został opublikowany na sejmowych stronach internetowych. Sobiesiak zeznał, że już po ujawnieniu w mediach tzw. afery hazardowej (w październiku 2009 roku) widział się z Drzewieckim w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem były minister sportu mówił przed komisją, że ostatni raz widział się z Sobiesiakiem 22 września 2009 r. w Warszawie, w hotelu Radisson.

Sobiesiak opowiadał, że spotkał się z politykiem PO przypadkowo w listopadzie lub grudniu 2009 roku na Florydzie, gdzie obaj mają rezydencje.

"Siedzę na ławce, czytam gazetę, moja córka buszuje po jakimś shoppingu i... podjeżdża pan Drzewiecki, widzę jak wysadza żonę i jedzie dalej. I nie widzi nawet mnie. I pani Nina idzie, więc witam się z nią. Nikt w to nie uwierzyłby i mieliśmy się chować, bo ja nawet się zastanawiam, czy my widzieliśmy się, czy nie. No, i przez panią Ninę się umówiłem. Miał tam przyjechać za dwie godziny czy za kiedyś; żeśmy się raz tam widzieli" - relacjonował biznesmen.

Nie pamiętał dokładnie przebiegu rozmowy z Drzewieckim, ale jak mówił "o aferze coś tam było". "To była taka rozmowa, ja nie wiem, on był obrażony na mnie, ja na niego" - mówił Sobiesiak. Biznesmen oświadczył ponadto, że gdyby w grudniu miał taką wiedzę jak obecnie, nie wróciłby ze Stanów Zjednoczonych do kraju. Mówił, że wyjechał z Polski 1 października (tego dnia ujawniona została afera) do Austrii; po kilkudniowym pobycie w tym kraju poleciał do USA. Ze Stanów wrócił dopiero 21 grudnia.

"W życiu nie przeżyłem takiego horroru. Ja normalnie wyjechałem z Polski. Normalnie wróciłem. Wracałem, bałem się. Ja statkiem, drogą, już stałem na schodach w samolocie i się wracałem. Jeden pan mi mówił: wracaj, drugi: nie, idiota jesteś. Przyjaciele moi do mnie mówili: idiota. (...) No, uwierzcie mi, jakbym wiedział to, co teraz wiem, bym nie przyleciał w grudniu do Polski. Znaczy w grudniu do Europy. Nie przyleciałbym, jakbym to wiedział wszystko" - mówił Sobiesiak.

Biznesmen mówił, że gdyby wiedział o wszystkich donosach na niego, nie wróciłby do kraju. Podkreślał, że nic nie miał sobie do zarzucenia, ale ludzie, którzy go znali i "znali układy", dzwonili do niego i prosili, żeby nie przyjeżdżał. "Przyjaciele moi dzwonili albo w Ameryce mówili: nie jedź, bo cię zamkną. Ja mówiłem: no, za co mnie mogą zamknąć?" - relacjonował.

"Ja w życiu nie pomyślałem, że coś takiego może być. Ja wiedziałem, co ja zrobiłem. Mówię: no, co wy, jesteście nienormalni? No co mi mogą zrobić, że dzwoniłem do posła jako kolegi?" - mówił biznesmen. Sobiesiak przekonywał też, że on i jego rodzina mają niewielkie udziały w firmach hazardowych, bo większa część została sprzedana w 2007 roku. Biznesmen mówił, że nie jest żadnym rekinem hazardu. Podkreślał, że jego syn ma 20 proc. udziałów w firmie Casino Polonia, ale - w jego ocenie - nie jest ona w tej chwili dochodowa. Poinformował, że w 2007 r. sprzedał 80 proc. udziałów w tej spółce.

Dodał, że jego rodzina ma też 1/3 udziałów w firmie Golden Play, która prowadzi salony gry i ma automaty o niskich wygranych. Zaznaczył, że większą część udziałów w spółce sprzedał w 2006 i 2007 roku. Tłumaczył, że Golden Play ma 300 automatów o niskich wygranych, co oznacza, że do niego należy 100. Zwrócił przy tym uwagę, że na rynku funkcjonuje ok. 60 tysięcy takich automatów. "I ja jestem rekin hazardowy" - ironizował biznesmen.

Pytany przez posłankę PiS Beatę Kempę zaprzeczył, by to córka Magdalena mówiła mu o akcji CBA. Zaprzeczył też, aby córka opowiedziała mu o przebiegu rozmowy z Marcinem Rosołem, po której ta wycofała się z ubiegania się o stanowisko w Totalizatorze Sportowym. Zdaniem byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, to właśnie od Rosoła córka Sobiesiaka dowiedziała się o prowadzonej akcji CBA i przekazała te informacje ojcu.

Czytaj dalej >>>

Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «