Stieg Larsson pisał o nas
"Sporo jeżdżę po świecie, promując swoje wspomnienia o Stiegu, i w każdym kraju trafiam na nowe teorie spiskowe. Hiszpanie na przykład chcieli wiedzieć, czy to na pewno Stieg napisał "Millennium"" - wyznał DGP Kurdo Baksi. Szwedzki dziennikarz i przyjaciel autora "Millennium" ujawnia sekrety bestsellerowej trylogii Stiega Larssona.
- Stieg Larsson - autor, który podbił Europę
- Potencjał sagi Larssona zaprzepaszczony
- Kolejny dobry kryminał ze Szwecji
- Ekranizacja bestsellera na cenzurowanym!
- Napisał bestseller i zmarł. Jego biografia będzie hitem
- Ludzie, którzy odnieśli sukces
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Podobno Stieg Larsson, autor bestsellerowej trylogii "Millennium", wciąż żyje, a jego pogrzeb w 2004 roku był tylko przykrywką urządzoną dla zmylenia polujących na jego głowę szwedzkich służb specjalnych.
Kurdo Baksi*: Byłbym najszczęśliwszym facetem na świecie, gdyby mój przyjaciel wrócił z zaświatów. Kupiłbym mu paczkę jego ulubionych marlboro. Niestety, widziałem jego ciało. Byłem nawet przy kremacji. Ostatnio sporo jeżdżę po świecie, promując swoje wspomnienia o Stiegu, i w każdym kraju trafiam na nowe teorie spiskowe. Hiszpanie na przykład chcieli wiedzieć, czy to na pewno Stieg napisał "Millennium". W Niemczech zarzucano mnie pytaniami, czy w czwartej, niedokończonej powieści zamierzał ujawnić, kto naprawdę stoi za śmiercią Olofa Palmego (lewicowego premiera Szwecji zastrzelonego na sztokholmskiej ulicy w lutym 1986 r. - red.) i Anny Lindh (szefowej szwedzkiej dyplomacji zasztyletowanej podczas zakupów w supermarkecie w 2003 r. - red.).
A chciał?
Na pewno nie w "Millennium". To fenomenalna fikcja zbudowana z kawałków historii, z którymi Stieg zetknął się w ciągu kilkudziesięciu lat pracy dziennikarza śledczego. Trylogia jest zmyślonym, ale wiarygodnym obrazem ciemnej, nieznanej światu, strony dzisiejszej Szwecji. Larsson rozbił w niej sielankowy obraz swojej ojczyzny: przytulnego państwa, Ikei i dobrych tenisistów. Obnażył powszechną przemoc wobec kobiet, łamanie praw człowieka czy ksenofobiczne traktowanie imigrantów. Ale jego powieści nie są dziennikarskim dochodzeniem, które mogło komuś zaszkodzić. Za kryminały nikt nie zabija. Co innego w czasie naszej wspólnej kariery dziennikarskiej. Wtedy nieraz grożono nam śmiercią.
Kto wam groził?
Stieg przez lata prowadził niezależny miesięcznik "Expo". Życie redakcji wyglądało dokładnie tak jak powieściowy magazyn "Millennium": wytarte kanapy, przestarzałe komputery, kłopoty finansowe, pełno młodych zapaleńców i wiara w to, że nasze artykuły mogą coś zmienić. Tam się poznaliśmy. Nadepnęliśmy na odcisk wielu ludziom. Krytykowaliśmy opieszałość sędziów i polityków, którzy dopuszczają do tego, że w niedużej Szwecji (9 mln mieszkańców - red.) co roku kilkadziesiąt kobiet ginie wskutek przemocy domowej. Największy dołek zaliczyliśmy pod koniec lat 90., w pewnym momencie Stiegowi zostało na koncie sześć euro. Pomogłem mu wtedy, biorąc Expo pod skrzydła mojego własnego magazynu Czarne i Białe. Wkrótce udało nam się narobić sporo szumu serią demaskatorskich artykułów na temat rozwijającej się w Szwecji rasistowskiej skrajnej prawicy. Radykałowie próbowali dać nam nauczkę. Kilka razy ostrzelali mój dom. Stiegowi też grożono.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!