Kiszczak: Liczyliśmy się z czynnym oporem
Były szef MSW Czesław Kiszczak oświadczył w poniedziałek, że w 1981 r. władza liczyła się z możliwością czynnego oporu wobec stanu wojennego - tak uzasadniał potrzebę uregulowania zasad użycia broni przez oddziały MO wobec protestujących.
- Ile Jaruzelski ma na miesiąc?
- Jak Kiszczak zwerbował Jaruzelskiego
- Zabójstwo Przemyka. Kiszczak ma zarzuty
- Ludziom Jaruzelskiego obcięto emerytury
- Kiszczak był szefem plutonu egzekucyjnego?
- "Zdumiewająca cisza wokół Kiszczaka"
- Kaczyński: Dożywocie dla Jaruzelskiego
- "Kiszczak był oświeconym szefem milicji"
- "Mówiono, że piszemy science fiction"
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W poniedziałek stołeczny sąd kontynuował czwarty proces Kiszczaka za przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni "Wujek" w 1981 r. 84-letni podsądny po raz kolejny nie przyznał się do zarzutu.
Według prokuratury Kiszczak umyślnie sprowadził "powszechne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi", wysyłając 13 grudnia 1981 r. szyfrogram do jednostek milicji, mających m.in. pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego. Zdaniem prokuratury, bez podstawy prawnej Kiszczak przekazał w nim dowódcom "oddziałów zwartych" MO swe uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni przez te oddziały, co miało być podstawą działań plutonu specjalnego ZOMO, który 15 i 16 grudnia strzelał w kopalniach "Manifest Lipcowy" i "Wujek".
Podsądny uważa, że prawa nie naruszył. "Oskarżenia nadal nie rozumiem" - powiedział, gdy proces ruszał 5 lutego. Grozi mu od 2 do 10 lat więzienia. Odpowiada z wolnej stopy. Z uwagi na zalecenia lekarzy, każda rozprawa może trwać maksymalnie 2 godziny.
Kiszczak twierdzi, że nie wydał rozkazu otwarcia ognia do górników, zakazał użycia broni w "Wujku", gdy zwracał się o to do niego szef MO na Śląsku, oraz nakazał wycofanie MO i wojska z kopalni. Dodał, że strzały jednak padły, a milicjanci strzelali "spontanicznie, w obronie własnej" (Sąd Najwyższy, utrzymując w 2009 r. wyroki skazujące zomowców spod "Wujka", podkreślił, że użyli oni broni bezprawnie, gdyż nie byli w bezpośrednim zwarciu z górnikami, oddawali "mierzone strzały z bezpiecznej odległości", a ich życiu nie groziło bezpośrednie niebezpieczeństwo - PAP).
Według Kiszczaka, takie niebezpieczeństwo jednak istniało. "Liczyliśmy się z tym, że spotkamy się z oporem, sprzeciwem, w którym zasadne będzie użycie broni" - powiedział. Przyznał on, że władza "pilnie śledziła obrady kierownictwa +Solidarności+". "Podniecenie w kraju było znaczące, były wezwania do stawiania władzy czynnego oporu" - przekonywał.
Co do samego szyfrogramu Kiszczak przyznał, że był on w większej części przypomnieniem przepisów dekretu o stanie wojennym, ale poprzemieniano w nim kolejność poszczególnych artykułów i paragrafów. Pytany przez sąd o powód takiego działania Kiszczak uzasadnił to wieloletnią praktyką. "Tak się robi, aby nie złamano szyfru. Merytoryczna treść musi być taka sama, ale dodaje się kilka słów, zmienia kolejność" - wyjaśnił.
"Kto mógłby złamać taki szyfr?" - dopytywał mec. Janusz Margasiński, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych. "Na przykład Kukliński (płk Ryszard Kukliński, oficer sztabu generalnego, jak się okazało, przekazał CIA plany wprowadzenia stanu wojennego - PAP). On znał stan wojenny lepiej niż ja, niż Jaruzelski czy Florian Siwicki. Dotychczas ujawniono tylko Kuklińskiego, a nie mówi się o innych, którzy być może informowali o stanie wojennym naszych ówczesnych przeciwników" - dodał.
Pierwszy proces Kiszczaka ruszył przed warszawskim sądem w 1994 r. W 1996 r. uniewinniono go, a w 2004 r. skazano na 2 lata więzienia w zawieszeniu. Oba wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie. W trzecim procesie SO w 2008 r. uznał, że karalność nieumyślnego czynu Kiszczaka przedawniła się w 1986 r. i umorzył proces. Według SO Kiszczak - zobowiązany jako szef MSW do określenia zasad użycia broni przez oddziały MO - nie spełnił tego obowiązku, poprzestając na wydaniu szyfrogramu, przez co nieumyślnie sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia górników. SO uznał, że szyfrogram miał podstawę prawną i nie był rozkazem, lecz powieleniem dekretu o stanie wojennym, choć Kiszczak samodzielnie dopisał, że strzelanie jest możliwe jedynie wobec zagrożenia życia milicjantów.
>>>Czytaj dalej>>>
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!