Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Luka w prawie adopcyjnym

2010-03-04 | Ostatnia aktualizacja: 21:48 | Komentarze: 0 | skomentuj

Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie wspomina słowem o rozporządzeniu ministra pracy, które wskazuje jasno, że to ośrodki adopcyjne kwalifikują pary starające się o przysposobienie dziecka. Stąd biorą się adopcje "na dziko". Szefowie ośrodków adopcyjnych już cztery miesiące temu alarmowali w tej sprawie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

W wysłanym na jesieni ubiegłego roku piśmie pracownicy ośrodków mówią wprost: luka prawna może prowadzić do patologii. "Osoby, które zgodnie z prawem poddają się procedurze kwalifikacji w ośrodkach adopcyjno-opiekuńczych, istotnie narażone są na duże szkody emocjonalne, wynikające z faktu, iż wobec dziecka, dla którego dobra uzyskali dobór i wobec którego złożyli wniosek o przysposobienie, może do sądu niezależnie wpłynąć konkurencyjny wniosek przypadkowej rodziny, która powzięła informację o dziecku w sposób nielegalny (np. ze szpitala)". List kończy się prośbą o pilne rozwiązanie problemu. Do dziś nie zmieniło się jednak nic. "Teoretycznie można nie zasięgać opinii ośrodków adopcyjnych co do przyszłych rodziców" - przyznaje krakowski sędzia Waldemar Żurek.

Czym to grozi? We wczorajszym DGP opisaliśmy przypadek małej Dominiki, o której adopcję starają się dwa małżeństwa. Dwa różne sądy przyjęły ich wnioski o przysposobienie dziewczynki. Jedna z rodzin przeszła dwuletnie szkolenia w ośrodku adopcyjnym, druga nawet ich nie rozpoczęła. "Mamy lukę prawną. Trzeba ją pilnie rozwiązać" - mówi Bernardetta Strąk, szefowa ośrodka dla porzuconych noworodków w Częstochowie, w który mieszka mała Dominika.

Inni dyrektorzy ośrodków mają identyczne zdanie. "Podejmując decyzję o adopcji, sędzia musi brać pod uwagę opinię ośrodka adopcyjnego. To jest dla dziecka gwarancja, że trafi do ludzi, którzy stworzą mu dobry dom" - twierdzi Anna Biedzińska, dyrektor ośrodka adopcyjnego w Gdyni.

Problemu by nie było, gdyby istniała sieć informatyczna obejmująca wszystkie sądy. "Każdy sędzia mógłby sprawdzić w internecie sytuację tego dziecka i do podobnej sytuacji z pewnością by nie doszło" - przekonuje Wojciech Małek, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie.

O komentarz poprosiliśmy resort sprawiedliwości. Nie dostaliśmy odpowiedzi.

Anna Monkos
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «