Ćwierć miliona dla Lisów za docinki gazety
"Super Express" ma zapłacić Hannie i Tomaszowi Lisom 250 tysięcy złotych - orzekł sąd. Tabloid ma też ich przeprosić m.in. za publikowanie tekstów w stylu "Lis jest kiepski w łóżku". Paparazzi dostali zakaz śledzenia dziennikarskiej pary. Nie ma mowy o żadnym robieniu zdjęć.
- Hanna Lis pozywa wszystkich
- Tomasz Lis: Odgryzę sobie język
- Tabloid do Lisa: Oddaj Dziennikarza Roku!
- Tomasz Lis zniknie z TVP?
- "Super Express": Lis oszukał widzów
- 240 tys. zł zysku z dziennikarskiego balu
- Tomasz Lis pomoże Majdanowi w sądzie?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił zasadniczą część pozwu dziennikarza i jego żony wobec tabloidu, który w 2008 r. opublikował serię tekstów wraz ze zdjęciami - co uznano za
"uporczywe naruszanie" dóbr osobistych małżeństwa. Według sądu, "SE" miał na celu "rozrywkę dla czytelników poprzez ośmieszanie
powodów", a "dla celów komercyjnych zasady prawa nie były przez pozwanych przestrzegane".
Mocą wyroku sądu "SE" ma zaprzestać dalszego naruszania prywatności Lisów oraz ich "śledzenia", publikowania zdjęć wykonywanych z ukrycia i bez ich zgody
oraz ponownego publikowania już zamieszczonych w tabloidzie i na jego stronach w internecie.
Wydawca i redaktor naczelny "SE" mają przeprosić Lisów w oddzielnych oświadczeniach. Mają w nich przyznać, że w sposób rażąco sprzeczny z prawem rozpowszechniali
informacje z życia prywatnego, informacje nieprawdziwe oraz zdjęcia z życia prywatnego, wykonane niezgodnie z prawem. Oświadczenia mają być opublikowane na pierwszych stronach
"SE" i w jego wydaniu internetowym oraz - na koszt pozwanych - na głównych stronach sześciu plotkarskich serwisów internetowych (bo rozgłaszały one treści
"SE"). Pozwani mają też zapłacić Lisom w sumie 250 tys. zł zadośćuczynienia (oni sami żądali 400 tys.) i zwrócić im 12 tys. zł kosztów procesu.
W godzinnym uzasadnieniu wyroku sędzia Bożena Jaskuła mówiła, że to jednostka decyduje, jaką część wiedzy o sobie udostępnić innym, a wolność prasy nie jest absolutna. Sędzia
podkreśliła, że ta "autonomia informacyjna jednostki" odnosi się do wszystkich informacji na jej temat, zarówno tych subiektywnie dla niej "szkodliwych", jak
i "obojętnych"; prawdziwych i nieprawdziwych; zwyczajnych i wrażliwych. Choć powodowie są osobami publicznymi, także mają prawo do ochrony prywatności, o której można
pisać tylko jeśli ma ona "funkcjonalny związek" z ich zawodowymi obowiązkami - podkreślił sąd.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!