Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Rząd chce reklamować zawodówki. Po co?

2010-03-23 | Ostatnia aktualizacja: 21:57 | Komentarze: 0 | skomentuj

Ministerstwo Edukacji chce wydać miliony na ogólnopolską promocję przestarzałego modelu szkolnictwa zawodowego. Liczy, że gimnazjalistów do zawodówek przyciągną instruktażowe filmy i gadżety. Na gruntowną zmianę sposobu kształcenia pieniędzy na razie nie ma.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Resort sprawdza, ile musiałby zapłacić za produkcję gadżetów, filmów, statuetek Oskar zawodowy i organizację konferencji. Według wstępnych wyliczeń to co najmniej siedem milionów złotych. Minister Katarzyna Hall przekonuje, że projekt zwiększy zainteresowanie gimnazjalistów i ich rodziców kształceniem zawodowym, a także zachęci przedsiębiorców do ściślejszej współpracy ze szkołami.

Uczniowie drugiej kategorii

Dyrektorzy szkół są jednak sceptyczni. Mówią, że reklama to działania pozorne, a ten model kształcenia potrzebuje gruntownej reformy. I narzekają, że od wielu lat resort edukacji nie zrobił nic, by poprawić sytuację w zawodówkach. Brakuje profesjonalnych pracowni, pieniędzy na zajęcia dodatkowe – chociażby tak prozaiczne jak nauka języków obcych. Co więcej uczeń szkoły zawodowej, w odróżnieniu od rówieśników z liceum, nie ma szans na otrzymanie stypendium socjalnego. – Uczniowie szkół zawodowych czują się uczniami drugiej kategorii – przekonuje Zbigniew Łomiński, dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Brusach w województwie pomorskim.

Fatalną sytuację potwierdzają także statystyki. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba uczniów i szkół lawinowo spada: jeszcze w 2000 r. do 6 tys. szkół zawodowych uczęszczało blisko milion uczniów. W minionym roku szkolnym było ich niespełna 3500 i kształciły 640 tys. uczniów.

Trzeba poprawić jakość

Co zrobić, by ta tendencja się odwróciła? Rozwiązanie jest jedno – poprawa jakości kształcenia automatycznie zwiększy zainteresowanie. Dlatego przede wszystkim powinno się postawić na kształcenie praktyczne. Dziś większość uczniów nawet nie poznaje praktycznej strony zawodu – ucząc się w przestarzałych warsztatach szkolnych czy od dawna niemodernizowanych centrach kształcenia praktycznego. Zdarza się, że uczniowie rezygnują z podchodzenia do egzaminów zawodowych.

Efekt jest taki, że wśród bezrobotnych stanowią oni jedną z największych grup mimo dużego popytu na rynku na pracowników fizycznych i tzw. fachowców.

Z problemem niedostosowanych do rynku pracy zawodówek kilkanaście lat temu borykały się państwa Unii Europejskiej. Rozwiązaniem okazało się wprowadzenie systemu dualnego, czyli takiego, gdzie uczeń połowę czasu spędza w szkole, a połowę ucząc się zawodu u potencjalnego przyszłego pracodawcy.

– To jedyne rozwiązanie, które przynosi wymierny efekt, a nie wymaga dużych nakładów finansowych. Jednak ani Ministerstwo Edukacji, ani resort pracy nie były nim zainteresowane – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Spraw Społecznych. Tymczasem chociaż MEN właśnie pracuje nad reformą kształcenia zawodowego, to już pojawiają się sygnały, że na jej realizację nie wystarczy pieniędzy.

Artur Grabek, Klara Klinger
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «