Ostrzegali przed powodzią. Nikt nie słuchał
Ostrzeżenia meteorologów o zbliżającej się powodzi nie zaalarmowały Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Instytucja ta od pół roku jest w rozsypce. Powódź mogłaby wyrządzić mniejsze szkody w Małopolsce i województwie świętokrzyskim, gdyby aktywniej już w weekend 15 i 16 maja w podwyższonej gotowości funkcjonowało MSWiA.
- Powódź nie zakłóca budowy stadionów
- Tusk zabierze ministrom i da powodzianom
- Na początek 2 miliardy dla powodzian
- To może nie być ostatnia taka powódź
- Tusk: Do 100 tys. dla poszkodowanych rodzin
- Resort uspokajał, a Miller był przerażony
- Woda wciąż napiera na Warszawę
- Ulga w Warszawie. Odwołują alarm
- Woda opada. Otwierają Wał Miedzeszyński
- Cofka na Wiśle i Odrze nam nie grozi
- Pomóż powodzianom i nie płać podatku
- Dzieci powodzian na koloniach u prezydenta
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tak twierdzą eksperci, z którymi rozmawialiśmy. Nie winią jednak za tę sytuację Jerzego Millera. – Minister nie musi być alfą i omegą. Istnieje wyspecjalizowana instytucja, jaką jest Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, a w samym resorcie jest pion zarządzania kryzysowego – ocenia jeden z naszych rozmówców.
Według nieoficjalnych informacji dane od synoptyków mogły zostać w RCB zlekceważone, bo jednostka ta jest rozbita po ostatnich zmianach. W „DGP” opisywaliśmy, jak w tajemniczych okolicznościach na przełomie roku odwołano dyrektora RCB Przemysława Gułę. Doświadczonego funkcjonariusza BOR, a jednocześnie lekarza specjalizującego się w medycynie ratunkowej zastąpił funkcjonariusz ze sztabu Straży Granicznej. W ślad za Gułą odeszło wtedy z centrum około dziesięciu kluczowych pracowników – m.in. niemal cały zespół analiz.
RCB w defensywie
To ich brak mógł spowodować, że szef MSWiA i rząd nie mieli pełnej świadomości zagrożenia. Miller nie mógł więc skorzystać ze specjalnych uprawnień, które nadaje mu ustawa o zarządzaniu kryzysowym. Jej przepisy zakładają, że w sytuacjach niecierpiących zwłoki zarządzanie kryzysowe sprawuje właśnie minister spraw wewnętrznych. Wszystkie jego decyzje dopiero później – na posiedzeniu – akceptuje Rada Ministrów.
W konsekwencji dopiero w poniedziałek rano administracja rządowa zaczęła reagować. Minister Miller zaczął dzień od telekonferencji z wojewodami z południowej Polski. Tamte tereny już od kilkunastu godzin zalewała wówczas pierwsza fala powodziowa. Po zakończeniu spotkania, ok. godziny 10, resort opublikował pierwszy komunikat.
– Widać, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i resort były w defensywie, nie przewidywały rozwoju sytuacji – uważa inny ekspert od zarządzania kryzysowego. Jego zdaniem to, co wydarzyło się w ostatnich dniach w Warszawie, jest dowodem, że wczesna reakcja może pozwolić na pełną wygraną z żywiołem.
Meteorolodzy ostrzegali
Tej wczesnej reakcji zabrakło na poziomie centralnym. Pierwszy alarmujący komunikat eksperci z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) rozesłali już w piątek 14 maja w samo południe. – Ostrzegaliśmy przed intensywnymi opadami na Śląsku i w Małopolsce. Dostali go wszyscy od Polskiej Agencji Prasowej po instytucje rządowe. Brzmiał mocno, bo jesteśmy doświadczonymi ludźmi i pamiętaliśmy, że powódź w 1997 roku też zaczęła się z początkiem weekendu – usłyszeliśmy w IMGW.
>>>Czytaj dalej>>>






















~zaski2010-07-10 06:26
Jestem przerazony, co jeszcze nasz Premier popsuje, co jeszcze przegapi, czego nie zrobi.
I jednoczesnie jestem pelen uznania dla jego specow od wizerunku, ze potrafili wmowic spoleczenstwu by wybierali partie, ktora ich po prostu pusci z torbami.
To juz tylko jest kwestia czasu.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!