Dziennik.plKraj

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Śledczy zbadają, dlaczego zginął Polak w Kanadzie

2007-11-28 | Ostatnia aktualizacja: 15:19 | Komentarze: 0 | skomentuj

Polska prokuratura rozpoczęła własne śledztwo w sprawie zabicia Polaka paralizatorem elektrycznym na lotnisku w Vancouver. Takie samo dochodzenie prowadzą już ich koledzy z Kanady. Prokuratorzy chcą wyjaśnić, czy kanadyjscy policjanci zgodnie z prawem porazili prądem Roberta Dziekańskiego.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Śledztwo rozpoczęła prokuratura w Gliwicach, bo Polak mieszkał właśnie w tym mieście na Górnym Śląsku. Zginął na lotnisku w Vancouver porażony elektrycznym paralizatorem. Policjanci zaatakowali go, gdy zdezorientowany i zdenerwowany zaczął krzyczeć w hali bagażowej. Nie znał angielskiego.

Początkowo wydawało się, że kanadyjskiej policji uda się zatuszować sprawę. Jednak, gdy ujawniono film pokazujący brutalną interwencję z użyciem paralizatora, już nie można było tego przemilczeć. Śledztwo rozpoczęła prokuratura w Kanadzie, a teraz własne dochodzenie poprowadzi gliwicka prokuratura.

"Postępowanie jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy i nieumyślnego spowodowania śmierci Polaka" - wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński.

Policjanci, którzy zabili paralizatorem Roberta Dziekańskiego, już nie pracują na lotnisku w Vancouver. Zostali przeniesieni. Muszą się jednak liczyć z dużo poważniejszymi konsekwencjami, jeśli zostaną uznani za winnych śmierci Polaka.

Robert Dziekański przyleciał do swojej matki mieszkającej w Kanadzie. Po jego śmierci 14 października, przez Kanadę przetoczyła się fala ulicznych demonstracji. Tysiące ludzi w wielu miastach tego kraju - nie tylko Polacy - protestowali przeciw brutalności policji i używaniu paralizatorów elektrycznych. Rocznie ginie od nich w Kanadzie kilkanaście osób.

Bartłomiej Bajerski/PAP
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «