Śledczy zbadają, dlaczego zginął Polak w Kanadzie
Polska prokuratura rozpoczęła własne śledztwo w sprawie zabicia Polaka paralizatorem elektrycznym na lotnisku w Vancouver. Takie samo dochodzenie prowadzą już ich koledzy z Kanady. Prokuratorzy chcą wyjaśnić, czy kanadyjscy policjanci zgodnie z prawem porazili prądem Roberta Dziekańskiego.
- Dziekański zginął przez kierowcę limuzyny?
- Zabity paralizatorem Polak nie był agresywny
- Policjanci przepraszają za zabicie Polaka
- To nie zawał zabił Polaka na lotnisku
- Nie ma kary za zabicie Polaka paralizatorem
- Jawne śledztwo ws. zabójstwa Polaka w Kanadzie
- Polacy w Kanadzie przeciwko brutalnej policji
- Policjanci mają traktować paralizatory jak broń, która zabija
- Śmierć Polaka obśmiana w internecie
- Film obnaża kłamstwa zabójców Polaka w Kanadzie
- Kanadyjscy policjanci odpowiedzą za śmierć Polaka
- Nowe fakty ws. śmierci Polaka w Vancouver
- Policjanci nie odpowiedzą za śmierć Polaka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Śledztwo rozpoczęła prokuratura w Gliwicach, bo Polak mieszkał właśnie w tym mieście na Górnym Śląsku. Zginął na lotnisku w Vancouver porażony elektrycznym paralizatorem. Policjanci zaatakowali go, gdy zdezorientowany i zdenerwowany zaczął krzyczeć w hali bagażowej. Nie znał angielskiego.
Początkowo wydawało się, że kanadyjskiej policji uda się zatuszować sprawę. Jednak, gdy ujawniono film pokazujący brutalną interwencję z użyciem paralizatora, już nie można było tego przemilczeć. Śledztwo rozpoczęła prokuratura w Kanadzie, a teraz własne dochodzenie poprowadzi gliwicka prokuratura.
"Postępowanie jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy i nieumyślnego spowodowania śmierci Polaka" - wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński.
Policjanci, którzy zabili paralizatorem Roberta Dziekańskiego, już nie pracują na lotnisku w Vancouver. Zostali przeniesieni. Muszą się jednak liczyć z dużo poważniejszymi konsekwencjami, jeśli zostaną uznani za winnych śmierci Polaka.
Robert Dziekański przyleciał do swojej matki mieszkającej w Kanadzie. Po jego śmierci 14 października, przez Kanadę przetoczyła się fala ulicznych demonstracji. Tysiące ludzi w wielu miastach tego kraju - nie tylko Polacy - protestowali przeciw brutalności policji i używaniu paralizatorów elektrycznych. Rocznie ginie od nich w Kanadzie kilkanaście osób.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!