Biegli znów sprawdzą, czy lekarz nie zabił
Śledczy znów sprawdzają, czy doktor Mirosław G. nie zabił swych pacjentów. Tym razem pytają polskich biegłych o cztery przypadki zgonów po operacji przeprowadzonej przez kardiochirurga, pisze "Życie Warszawy".
- Doktor G. nie zabił pacjenta
- Doktor G. odzyskał koniaki i wieczne pióra
- Kamera nagrała, jak dr Mirosław G. brał łapówki
- Ksiądz: Nerki i wątroby nie rosną na drzewach
- Doktor G. kazał odłączyć pacjenta, by zwolnić lekarzy do domu?
- Doktor G. będzie oskarżony o łapówki
- Doktor G. nie będzie oskarżony o zabójstwo
- Nowy film pokazuje dr. G. biorącego łapówkę
- Polska może przeprosić doktora Mirosława G.
- Doktor Mirosław G. wraca do przeszczepiania serc
- Ziobro przeprosi doktora G.?
- 180 tysięcy złotych za ustalenie, czy dr G. zabił
- Ekshumują pacjentów doktora G.
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prokuratorzy chcą, by czterech biegłych sprawdziło, czy doktor G. nie zabił kilku pacjentów, których operował. Nie pytają jednak niemieckiego biegłego, który sprawdzał innych pacjentów doktora Mirosława G., którzy zmarli po operacji. Profesor Roland Hetzer uznał, że lekarz ze szpitala MSWiA nie popełnił żadnego błędu
Czworo chorych, którymi teraz interesuje się prokuratura, trafiło do szpitala MSWiA w latach 2001-2006, pisze "Życie Warszawy". Sześć lat temu dr G. przeszczepił serce 10-letniej wtedy Monice z Gdańska. Dziewczynka trafiła na Wołoską w ciężkim stanie, z zaburzeniami krzepnięcia krwi. Zmarła kilka dni po operacji.
16-letni Wojtek miał wrodzoną wadę serca. Nikt nie chciał go operować. Jednak dr G. podjął się zabiegu. Przy operacji był prof. Antoni Dziatkowiak, który skierował tu chorego. Chłopak zmarł kilka dni po zabiegu. Inna pacjentka, Ewa, miała serce uszkodzone po zawałach. Dwa lata temu przyjechała na konsultacje, ale dostała obrzęku płuc i już została. Kardiochirurg wykonał u niej nowatorski zabieg, tzw. przeszczep heterotopowy.
Ostatni pacjent, który interesuje śledczych to Piotr. W 2006 roku z aresztu przy Rakowieckiej w trybie nagłym trafił na Wołoską. Personel szpitala pamięta zabieg, bo chory był podejrzany o zabójstwo. Gdy kardiochirurg wszczepiał mu zastawki, pod salą stali policjanci z bronią. Pacjent wrócił do aresztu, po jakimś czasie znów trafił na stół operacyjny, bo jedna z zastawek była nieszczelna. Zmarł długo po wyjściu z więzienia.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!