Była opiekunka z domu starości: To makabra
"Kobiety były bite, na siłę karmione, wyszydzane. Na noc zamykano je w pokoju na klucz. To była makabra" - wspomina była pracownica domu opieki w podwarszawskiej Radości. Do Anny, która cztery lata temu przez pięć dni opiekowała się staruszkami w prywatnym pensjonacie, dotarł TVN24.
- Policja weszła do domu opieki w Radości
- Staruszki katowane w domu opieki
- Dręczyli staruszki, za karę będą śmieciarzami
- Zarzuty dla kierowniczki domu terroru
- 500 złotych grzywny za tortury staruszek
- Pracowałam w tym piekielnym domu opieki
- Tortury w domach starców są w całej Polsce
- Kolejna wstrząsająca opowieść z domu terroru w Radości
- Dom opieki w Radości działa bez zezwolenia
- Opiekunka przyznała się do maltretowania staruszków
- "Polska": Piekło starców trwa
- Oskarżonym z domu terroru grozi pięć lat
- Torturowane staruszki będą zeznawać
- Przesłuchują świadków w Radości
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie wytrzymałam tego, co tutaj się działo" - opowiedziała telewizji kobieta, którą do ośrodka skierował urząd pracy. Anna potwierdza wszystko to, o czym wczoraj napisała "Polska" - w domu prowadzonym przez fundację "Betania" niedołężne staruszki były maltretowane przez opiekunów.
Anna ujawnia, że podopiecznym wlewano do ust wrzącą zupę. Choć na dworze był mróz, musiała kąpać jedną z kobiet przy otwartym oknie. "Ta kobieta zemdlała, ale nie wezwano pogotowia, tylko położono ją na łóżku. Opiekunki jeszcze wyśmiewały się, że ta kobieta umiera i następne miejsce będzie wolne" - wspominała w rozmowie z TVN24.
"Nie było żadnego współczucia. Kiedy przychodziły rodziny, wszystko wyglądało pięknie, idealnie. Ten dom jest czysty, sterylny. Przy rodzinach dbano o nie, np. czesano im włosy" - opowiada była pracownica. "Ale kiedy rodziny zamykały za sobą drzwi, zaczynało się..." - dodaje.
Anna twierdzi, że kobiety mniej chore były traktowane lepiej. Te niedołężne maltretowano. "Kobiety nigdy się nie skarżyły, nie odzywały się, bały się, były zastraszone" - mówi. Opowiada też historię jednej z pensjonariuszek, która rzekomo przez parę lat nie odzywała się. "Kiedy ją karmiłam i głaskałam, nagle powiedziała do mnie <córciu>, a ja zdziwiłam się, że ona w ogóle mówi" - relacjonowała Anna w rozmowie z TVN24.
Była opiekunka wspomina, że staruszki wciąż leżały, bo nikt nie wychodził z nimi na spacery. Kobiety były karmione odpadami, na przykład zupą z korpusów drobiowych i ziemniakami. Anna twierdzi, że o wszystkim poinformowała szefostwo fundacji "Betania", została jednak wyśmiana. "Wiedziałam, że nikt mi w to nie uwierzy, więc po prostu odeszłam i starałam się to wymazać z pamięci" - wyznała w TVN24.
W sprawie domu opieki w Radości trwa już śledztwo. "Przesłuchania świadków trwają od samego rana. Cały czas zgłaszają się nowe osoby" - mówi dziennikowi.pl Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Zapewnia, że nikt nie zostanie odprawiony z kwitkiem. Ale nie chce ujawnić, co zostało już ustalone.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!