"Gdybym zginął z nimi, sprawa byłaby prostsza"
Gdybym zginął razem z nimi, sprawa byłaby prostsza - w tak żałosny ton uderzył przed sądem były urzędnik MSWiA Tomasz Serafin. To jego dwoje policjantów odwoziło do domu w Siedlcach po zakrapianej imprezie. Zginęli wracając do Warszawy. Dziś przed sądem ruszył proces Serafina i Waldemara P., byłego szefa policjantów, który zlecił im "kurs". Grozi im do trzech lat więzienia.
- Były urzędnik MSWiA odpowie za śmierć policjantów
- Wyrok w sprawie "blue taxi" utrzymany
- Skazani za użycie radiowozu jako taxi
- Oskarżony w związku ze śmiercią policjantów pracuje w MON
- "Żaden wyrok sądu nie zwróci mi męża"
- Dla wiceministra policjanci to chłopcy na posyłki
- Były dyrektor w MSWiA ma zarzuty po śmierci policjantów
- Wykorzystywał policjantów, wreszcie stracił pracę
- Tajemnica śmierci dwójki policjantów z Warszawy
- Błędy hamują śledztwo ws. śmierci policjantów
- Policjanci zaginęli, więc byli podejrzani
- Przed sąd za wykorzystanie policjantów jako taksówkarzy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na rozkaz swojego szefa 2 grudnia 2006 roku odwieźli do domu byłego urzędnika MSWiA Tomasza Serafina. W drodze powrotnej z Siedlec, gdzie mieszkał Serafin, sierżant Justyna Zawadka i młodszy aspirant Tomasz Twardo z komisariatu na Dworcu Centralnym zginęli w wypadku. Ich nieoznakowany radiowóz prawdopodobnie wpadł w poślizg i runął do wody. Zaginionych funkcjonariuszy poszukiwano w całym kraju ponad trzy dni.
Serafin nie chce mówić o swojej winie. W sądzie jednak przepraszał rodziny poliocjantów. "Bardzo mi przykro, że doszło do tej sytuacji. Współczuję bardzo rodzinie poległych policjantów. Wierzę w to, że jeżeli przeminie nienawiść, jeszcze kiedyś będziemy mogli normalnie funkcjonować" - mówił były urzędnik MSWiA.
Były komendant posterunku na warszawskim Dworcu Centralnym Waldemar P., który wysłał policjantów do Siedlec, traktuje sprawę jako przysługę wyświadczoną znajomemu. "Wysłanie radiowozu nie osłabiało kolejowego posterunku" - powiedział przed sądem. Nie zaprzeczył jednak, że wydał takie polecenie. "Powiedziałem, byśmy pomogli koledze, żeby patrol zmotoryzowany odwiózł Tomasza Serafina do domu" - tłumaczył.
Tłumaczenia oskarżonych nie przekonują rodzin policjantów. "Zostałam bez ukochanej osoby. Córeczka nie ma taty. Codziennie pyta, gdzie on jest. Tęskni" - mówiła w sądzie żona Tomasza Twardego.
Serafin i Waldemar P. usłyszeli zarzut przekroczenia uprawnień, czym działali na szkodę interesu publicznego. Grozi im do trzech lat więzienia. Obaj oskarżeni nie przyznają się jednak do winy. Twierdzą, że zarzut działania na szkodę interesu publicznego jest bezzasadny.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!