Dochnalowa: Musiałam zwolnić szofera
Oto zgryzoty bogaczy - kpi "Fakt". "Zwolniłam kierowcę - żali się Aleksandra Dochnal, żona znanego polskiego lobbysty. W wywiadzie dla "Vivy" snuje długą opowieść o tym, jak było jej źle, kiedy mąż trafił na 3,5 roku za kratki. Z pewnych luksusów trzeba było bowiem zrezygnować. A najsmutniejsze jest to, że ukochany mąż nie może grać już w polo.
- Dochnal kolejny miesiąc za kratami
- Dochnal w celi zarobił miliony
- "Viva!", czyli polityka z upudrowanym nosem
- Śledczy fabrykowali dowody na Dochnala?
- Dochnal wrócił na salony
- Dochnal atakuje polskie państwo
- Zatrzymali Dochnala, bo chciał uciec z Polski
- Zobacz, jak ABW złapało Dochnala
- Luksusowe święta Marka Dochnala
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
O tym, jak wielkie brzemię zdają się dźwigać na swych barkach piękni i bogaci, świadczy najlepiej historia rodziny Dochnalów - twierdzi "Fakt". Gdy Markowi Dochnalowi powinęła się noga, bo prokuratura oskarżyła go m.in. o wręczenie łapówki politykowi i pranie brudnych pieniędzy, pełen przepychu świat nagle legł w gruzach. No, może niezupełnie w gruzach, ale bolało.
O tym opowiada na łamach najnowszego numeru dwutygodnika "Viva!" projektantka i modelka, ale zarazem przykładna żona lobbysty - Aleksandra Dochnal. "Było mi o tyle łatwiej, że w środku pozostałam sobą" - dodaje skromnie.
I ciągnie opowieść o tym, jako to było jej źle, gdy została sama. Boi się, że ciężki los może też teraz spotkać jej męża, który na co dzień paraduje w futrze wartym fortunę i podróżuje, gdzie ma tylko ochotę - ironizuje "Fakt". "Nie wiem, czy mąż będzie nadal grał w polo" - zamartwia się. Nie wspomina jednak, że sam strój do tej zarezerwowanej dla najbogatszych gry kosztuje parę tysięcy zł. Opiera się przy tym o gustowny, biały fortepian w salonie swojej ogromnej rezydencji. "W małym domku też byłabym szczęśliwa" - zapewnia.
Jednak otoczenie, w jakim żyje, nie ma z biedą czy skromnym małym domkiem nic wspólnego. Aleksandra Dochnal żali się, że musiała zwolnić kierowcę. Tymczasem wiadomo, że ma do dyspozycji luksusową limuzynę. Czy należy jej współczuć, że sama będzie ją prowadziła? Pewno tak. W końcu co sobie ludzie z towarzystwa pomyślą, gdy wysiądzie z limuzyny przez przednie lewe drzwi? - kpi "Fakt".
Pech nie opuszczał rodziny Dochnalów nawet wtedy, gdy pan Marek wychodził na upragnioną wolność z aresztu w Sieradzu. Pani Aleksandra przybyła wtedy pod więzienie na powitanie męża z szampanem. "Ale zapomniałam wziąć kieliszki" - przyznaje, zamiast na przykład powiedzieć, że bardzo cieszyła się ze zwolnienia męża - czytamy w "Fakcie".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!