Dziennik.plKraj

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Pasażerowie dostali drugie życie

2008-04-11 | Ostatnia aktualizacja: 16:18 | Komentarze: 0 | skomentuj
Fakt: Pasażerowie boeinga dostali drugie życie

Fakt: Pasażerowie boeinga dostali drugie życie / Inne

Opatrzność miała w opiece tych pasażerów. Bo z pozoru zwykły lot zamienił się w koszmar, którego podróżni nigdy nie zapomną. Gdy nad samolotem zawisła groźba rozbicia, przerażeni ludzie zaczęli żegnać się z życiem. Jedni modlili się głośno do niebios, inni beznamiętnie patrzyli przed siebie. Część pasażerów histerycznie krzyczała, gdy jeszcze inni przytulali swoich bliskich. Na szczęście 121 pasażerów feralnego lotu z Warszawy do Edynburga ocalało - cieszy się "Fakt".

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Nikt z pasażerów wsiadających wczoraj do boeinga 737 nie spodziewał się takiego dramatu. To przecież miał być niespełna 2-godzinny i spokojny lot. Tuż przed godz. 7 rano maszyna linii Centralwings wzbiła się w powietrze. Cel: Edynburg w Szkocji. Po chwili zaczęly się pierwsze kłopoty.

Ok. godz. 7.10 kapitan zgłosił wieży kontrolnej problemy z podwoziem. Czujniki bezpieczeństwa wskazywały, że koła samolotu są cały czas wysunięte. Załoga i obsługa lotniska podjęły szybką decyzję. Awaryjne lądowanie z powrotem na Okęciu. Było to jednak możliwe po "zrzuceniu" siedmiu ton paliwa. Dlatego też uszkodzona maszyna przez ponad godzinę krążyła między Warszawą a Mińskiem Mazowieckim ze zdezorientowanymi i przestraszonymi pasażerami - relacjonuje "Fakt".

"Samolot, chcąc wylądować, musiał zmniejszyć swoją masę i wypalić zbędne paliwo. Na pokładzie był spokój, pilot na bieżąco informował pasażerów o tym, co się dzieje" - zapewnia Kamil Wnuk, rzecznik Centralwings. Sytuacja na pokładzie nie wyglądała jednak tak spokojnie, jak opisuje przedstawiciel tanich linii.

"To była jedna wielka masakra!" - mówi krótko jeden z pasażerów, z którym udało się "Faktowi" porozmawiać. Wszyscy myśleli, że boeing za chwilę uderzy w ziemię. Wśród ludzi wybuchła panika. Jedni krzyczeli i próbowali wyciągnąć jakieś informacje od załogi. Drudzy w ciszy modlili się do Boga z głową między kolanami. Równie przestraszone stewardessy nerwowo porozumiewały się między sobą.

Wreszcie ok. godz. 8.15 pilot feralnego boeinga "posadził" maszynę. To nie był jednak koniec kłopotów śmiertelnie i tak wystraszonych pasażerów. Podczas kołowania w kokpicie wybuch pożar i pojawił się gesty dym. Kapitan natychmiast zatrzymał samolot i zarządził jak najszybszą ewakuację. W wyjściach awaryjnych pojawiły się ratunkowe, nadmuchiwane zjeżdżalnie, po których ponad setka pasażerów wydostała się na płytę lotniska. Starsza kobieta podczas schodzenia z trapy ewakuacyjnej skręciła kostkę i została odwieziona do szpitala przy ulicy Wołowskiej. Inna z zapłakanych pasażerek straciła przytomność. Nikomu na szczęście nic poważnego sie nie stało - cieszy się "Fakt".

Osoby, które wysiadły z samolotu, zgodnie mówią o grozie, jaka panowała na pokładzie, i o tym, że cudem udało im się przeżyć. Jednak większość pasażerów zdecydowała się na kontynuowanie podróży kolejnym samolotem podstawionym przez Centralwings. Kilkanastu najbardziej przerażonych pasażerów ze łzami w oczach zapewniało, że nigdy więcej nie wsiądzie do samolotu i chce natychmiast wrócić do domu.

"Wszyscy pasażerowie zostali obięci należytą opieką - powiedział "Faktowi" Kamil Wnuk z Centralwings.

Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «