Podsłuchy i włamania na planie serialu o szpiegu PRL
Profesjonalista jakich mało czy mitoman, który wokół siebie roztacza aurę superagenta? Jutro w TVN rusza sześcioodcinkowy serial o Marianie Zacharskim, najsłynniejszym szpiegu zagranicznego wywiadu PRL, o którym głośno zrobiło się po raz pierwszy w latach 80., gdy został skazany w Stanach Zjednoczonych, a po raz drugi w połowie lat 90., gdy odgrywał kluczową rolę w głośnej sprawie "Olina" - czytamy w DZIENNIKU.
- Słynny szpieg uderza w Kwaśniewskiego
- Polski Bond zdradza tajemnice wywiadu PRL
- Podsłuch w gabinecie szefa policji
- Jak wygląda szef polskich szpiegów?
- Polacy będą się bronić patriotami?
- Najsłynniejsi szpiedzy świata
- Zacharski: superszpieg w klimacie PRL
- Józef Oleksy, upadły baron
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Od 12 lat Zacharski milczy. Z dziennikarzami unika kontaktu. Odzywał się tylko kilkakrotnie. Zadzwonił m.in. do DZIENNIKA, aby skomentować artykuł na swój temat. Autorzy serialu TVN Bogdan Rymanowski i reżyser Wojciech Bockenheim szukali go ponad rok. DZIENNIK rozmawia o filmie i jego kulisach.
ANNA NALEWAJK: Dlaczego zrobił pan serial właśnie o Marianie Zacharskim?
BOGDAN RYMANOWSKI: Zacharski był idealnym kandydatem na film. Od czasów afery "Olina” właściwie każda moja rozmowa z ludźmi służb specjalnych schodziła na niego. Tylko
bohater tych opowieści wciąż milczał. 12 lat temu z jedną walizką wyleciał z Polski i rozpłynął się we mgle. To człowiek z tajemniczym życiorysem, budzący skrajne emocje. Jedni
ściągali czapki z głów przed jego profesjonalizmem, drudzy oskarżali go o pracę na rzecz KGB, a jeszcze inni o to, że jest zwykłym mitomanem. Zacharski to banita. Chcieliśmy z reżyserem
Wojciechem Bockenheimem odpowiedzieć na pytanie, czy został nim z wyboru, czy ktoś go do tego zmusił.
Jak pan do niego dotarł?
Dotarłem do jego najbliższego przyjaciela, który mieszka w Polsce. Powiedziałem, że chciałbym zrobić z Zacharskim wywiad. On, że prośbę przekaże, ale nie daje żadnych gwarancji, iż
Włodek (bo tak o Zacharskim mówią koledzy) w ogóle się odezwie. Dał mi do zrozumienia, że jestem kolejnym dziennikarzem, który o to prosi, i jak dotąd Zacharski wszystkie takie propozycje
odrzucał. A jednak po kilku miesiącach zadzwonił telefon i zaczęła się "szpiegowska przygoda”.
Podobno nie było łatwo zrealizować ten film?
Najważniejsza była dyskrecja. O tym, że kręcimy film, wiedziała bardzo mała liczba osób. Każdy, kto pracował nad serialem, musiał podpisać kwit o zachowaniu tajemnicy. Bałem się, że
jeśli zacznie się szum, to Zacharski może się wycofać. Jemu i nam cisza dawała poczucie bezpieczeństwa. Szukaliśmy informacji o nim wszędzie, gdzie się dało, także w Moskwie. Zrobiliśmy
wywiad z ostatnim szefem KGB Władimirem Kriuczkowem dosłownie na kilka tygodni przed jego śmiercią. Chcieliśmy porozmawiać z Markusem Wolfem, legendą wywiadu NRD. Niestety, umarł dwa dni
przed rozmową. Kiedy z nami rozmawiał przez telefon, był w fantastycznej formie. Mnie dwukrotnie próbowano się włamać do mieszkania, a kiedy wracaliśmy z Majorki, gdzie szukaliśmy śladów
Władymira Ałganowa, zaginęły nam bagaże. Kilka razy miałem dowody na to, że jesteśmy podsłuchiwani. Rozmawiałem kiedyś z Zacharskim przez telefon stacjonarny, a następnego dnia fragment
tej rozmowy ktoś nagrał mi na skrzynkę komórki. Nie wiem, co o tym myśleć, może ktoś chciał nam dać do zrozumienia, że dobrze wie, czym się zajmujemy? Nie wiem.
Czy Marian Zacharski zasłużył na film?
Nie jesteśmy hagiografami. Ani ja, ani Wojtek Bockenheim nie byliśmy zainteresowani budowaniem ołtarzyka. Chcieliśmy pokazać człowieka z krwi i kości, z jego wszystkimi zaletami i wadami.
Postawiliśmy warunek: robimy film o panu, ale nie ma pan wpływu ani na jego scenariusz, ani na jego wydźwięk. Chyba nie ma w Polsce takiej drugiej osoby, z takim bagażem, z takimi przeżyciami
jak Zacharski. W jakimś sensie jest on postacią z dramatu Szekspira, człowiekiem, który żyje w cieniu swojej przeszłości. Jest przekonany, że gdyby pozwolono mu dokończyć sprawę Oleksego,
to nikt nie mówiłby o nim jako o prowokatorze. Mówi w filmie o tajemniczej postaci z Rosji, która mogła dostarczyć wywiadowi olbrzymiej wiedzy na temat agenturalności polityków. Myślę
zresztą, że powiedział nam może 10 - 15 procent tego, co wie. Reszta informacji to jego polisa ubezpieczeniowa, na wypadek, gdyby ktoś naprawdę chciał go znaleźć.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!