Wojsko zbombardowało wieś koło Drawska
Choć od wojny minęło wiele lat, mieszkańcy Głęboczka w Zachodniopomorskiem żyją jak nam froncie. Za miedzą mają poligon, gdzie saperzy wysadzają niewybuchy, a czołgi urządzają sobie ostre strzelanie. Teraz odłamki spadły na wioskę. "Na szczęście nikomu nic się nie stało" - mówi dziennikowi.pl sołtys wsi.
- Panowie sznurem za mundurem
- Mimo śmierci żołnierza wojsko ćwiczy na poligonie
- Austriacy ostrzelali polski jacht na Bałtyku
- Przez bomby uczniowie nie chodzą do szkoły
- "Na głowę spadła mi rakieta"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
RMF relacjonuje, że żandarmeria wojskowa zebrała już odłamki. Niektóre z nich ważyły kilka kilogramów. Sołtys zaś uspokaja, że nikomu nic się nie stało, nie ma też strat materialnych.
Wojsko zapowiada wyjaśnienie sprawy. Zbierze się nawet specjalna komisja. Ale już teraz mundurowi twierdzą, że to nie były odłamki z ostatniej detonacji, tylko jakieś stare, które być może pochodzą nawet z drugiej wojny światowej.
Miejscowi zaprzeczają. Opowiadają, że są przyzwyczajeni do odgłosów detonacji, strzelania i huku czołgów. "Najlepiej wygląda to w nocy, gdy ze strzelnicy pociski rykoszetują i lecą przez całe jezioro na drugi brzeg. Wtedy widać tuż nad wodą ogniste smugi" - mówi nam jeden z mieszkańców Głęboczka.
Reporterom telewizji TVN24 miejscowi opowiadali, że już od kilku lat alarmują wojsko, iż odłamki spadają na ich teren. Ale armia nie reaguje. Jedynie, co robi, to wysyła żołnierzy, którzy zbierają z pól kawałki pocisków. Wojsko odpowiada, że mieli zgłoszenie tylko raz, kilka lat temu.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!