Dziennikarz do ministra: Piszę z dna rozpaczy
Wojciech Sumliński, podejrzany w związku z aferą wokół weryfikacji WSI dziennikarz, który w ubiegłym tygodniu próbował popełnić samobójstwo, odwołuje się do ministra sprawiedliwości. "Nie proszę o litość, proszę o sprawiedliwość" - napisał do Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Przekonuje, że ma siedzieć w areszcie na podstawie zeznań jednego człowieka i absurdalnych zarzutów.
- Sumliński na wolności. Do czasu zbadania
- Ćwiąkalski: Wolę pozostać ministrem
- Zeznania Komorowskiego wyciekły z prokuratury
- Dziennikarz targnął się na życie przed aresztowaniem
- "Premierze! Czemu on chciał się zabić?"
- Ćwiąkalski: Opozycji nie obchodzi Sumliński, tylko rozróba
- Wiceszef ABW: Nie szantażowałem dziennikarza
- Komorowski dostał wezwanie do prokuratury
- Sumliński przed komisją do spraw specsłużb
- Zdrowie nie pozwala dziennikarzowi iść za kraty
- W liście pożegnalnym oskarżył specsłużby
- Nie wiem, czy Sumliński jest winny
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Szanowny Panie Ministrze, piszę do Pana z samego dna rozpaczy, z pozycji człowieka, któremu bez żadnej przyczyny, z pogwałceniem podstawowych zasad prawa i zdrowego rozsądku, odebrano godność, szacunek, przeszłość, teraźniejszość i wolność!" - zaczyna Sumliński list, który publikuje portal niezalezna.pl.
Wojciech Sumliński przypomina jeszcze raz swoje argumenty przeciwko aresztowaniu, o którym zdecydował w ubiegłym tygodniu sąd. Dziennikarz pisze, że postawiono mu zarzuty jedynie na podstawie zeznań jednego człowieka - byłego oficera WSI. Skąd to wie? Bo zgodnie z decyzją Trybunału Konstytucyjnego prokuratura była zmuszona do pokazania mu wszystkich dowodów, jakie zebrała w tej sprawie.
Dziennikarz jest podejrzany o płatną protekcję wobec żołnierza Wojskowych Służb Informacyjnych - obietnicę załatwienia mu za 200 tys. zł pozytywnej weryfikacji.
Sumliński pisze, że od kilku osób słyszał, iż padł ofiarą ABW. "Stają na głowie, bym trafił do aresztu, bo jest to dla nich jedyna szansa, by nie ujawnić czystej manipulacji byłych żołnierzy WSI i wyjść z tej sprawy z twarzą".
"Mimo wszystko wierzyłem w sprawiedliwość. Trudno mi opisać, co czułem, gdy dowiedziałem się o postanowieniu sądu i jego uzasadnieniu. Moi obrońcy powiedzieli, że czegoś podobnego nie widzieli w życiu" - pisze rozgoryczony. I dodaje, że ponad dwa miesiące był na wolności, więc nieuprawnione jest podejrzenie, że jeżeli nie trafi teraz do aresztu, będzie mataczył.
Wojciech Sumliński w ubiegły wtorek próbował podciąć sobie żyły w warszawskim kościele. Leży teraz w szpitalu. Według RMF, lekarze, którzy się nim opiekują, uważają, że w obecnym stanie nie może trafić do aresztu. Prokuratura czeka jednak na opinię biegłych psychiatrów.
Dziennikarza na oddziale pilnuje policja. Ale, jak mówią świadkowie, tylko... w dzień. Rodzina pyta więc: Po co ten cyrk?





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!