Chcą dwóch milionów za podmianę dzieci
Jest koniec grudnia 1983. W warszawskim szpitalu rodzą się bliźniaczki państwa O. i córka rodziny W. Po dwóch tygodniach rodzina O. odbiera jedną z bliźniaczek i córkę państwa W. Rodzina W. dostaje bliźniaczkę państwa O. Potworny błąd wychodzi na jaw dopiero po 17 latach. Dziś w Warszawie odbyło się kolejne przesłuchanie w trwającym od sześciu lat procesie. Poszkodowane rodziny domagają się łącznie dwóch milionów złotych odszkodowania.
- Prawie dwa miliony złotych za zamianę dzieci
- 300 tysięcy za wychowywanie cudzego dziecka
- Zamiana dzieci zniszczyła dwie rodziny
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dwa miliony złotych odszkodowania - tyle od ministra zdrowia, wojewody mazowieckiego i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego domagają się rodziny, których niemowlęta zamieniono przez przypadek w na początku 1984 roku w jednym ze stołecznych szpitali.
Dzisiaj warszawski sąd okręgowy przesłuchał biegłych: psychologa i psychiatrę. Wkrótce zeznawać będą także strony procesu. Sędzia uznała jednak, że potrzebna jest jeszcze ekspertyza psychologiczna na temat negatywnych skutków, jakie w psychice dzieci - obecnie młodych kobiet - spowodowała szpitalna zamiana.
Prawda o podmianie wyszła na jaw po siedemnastu latach, gdy koleżanki biologicznych bliźniaczek zauważyły, że dziewczyny są identyczne i doprowadziły do ich spotkania. Okazało się, że Nina O. - formalnie siostra bliźniaczka Katarzyny O. - jest córką rodziny W. Z kolei wychowywana w tej rodzinie Edyta W. w rzeczywistości jest biologiczną córką państwa O.
Ujawnienie zamiany dzieci niekorzystnie wpłynęło na wzajemne relacje rodzin i ich życie osobiste. Najgorzej przyjęły to matki dziewczyn, które leczą się teraz psychiatrycznie. Jedna z dziewcząt ograniczyła kontakty z obiema rodzinami, druga wyszła już za mąż i ma własne dziecko. "W ogóle do tego nie wracam" - mówiła przed sądem.
"Najsilniej to zdarzenie zniosły matki, które mają poczucie winy, że nie rozpoznały niemowląt" - zauważyła przed sądem biegła. Jak powiedziała dziennikarzom pełnomocnik rodzin, w pozwie poszkodowanych siedem osób domaga się po 300 tys. zł odszkodowania. "To nie tylko tak, że szpital odpowiada, ale odpowiada cały system, który istniał w latach 80. - maleńkie dzieci tygodniami leżały odosobnione od rodziców - i to prowadziło do sytuacji, gdzie mogło dojść do zamiany dzieci" - dodała.
Pełnomocnik ministerstwa przekonuje zaś, że choć sprawa jest precedensowa, to "strona przeciwna, do czego ma prawo, trochę wyolbrzymia skutki tego co się stało", a roszczenia są "zbyt wygórowane". Proces trwa od 2002 roku.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!