Polski internet zagrożony
DZIENNIK sprawdził bezpieczeństwo rządowych stron internetowych. Przejęcie serwisów Sejmu, ministerstwa obrony, czy MSWiA to kwestia kilku godzin. Niestety, administratorzy stron rządowych nie wyciągnęli żadnej lekcji z niedawnej cyberwojny rosyjskich hakerów z Gruzją.
- Haker naciągnął firmę na milion
- Hakerzy mają własną Naszą-klasę
- Haker zaatakował Ministerstwo Pracy
- Wyciek danych z Pekao to nie atak hakerów
- Więzienie za wulgarne filmy w komórkach?
- Skakał po radiowozach na Naszej-klasie
- NASK stracił miliony na opcjach walutowych
- Polskie komputery to armia zombie
- Tureccy hakerzy zaczną wojnę z Polską?
- Komputerowi terroryści odcinają prąd
- MSZ poleca stronę z... pornografią
- Uwaga na złodziei z Facebooka
- Ukradł 20 milionów na siedząco
- 45 lat za włamanie do NASA
- Hakerzy kradną dane z nowych paszportów
- Włamywacz dostał się do Ministerstwa Obrony!
- Haker odkrył tajemnicę "Harry'ego Pottera"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Otwarte dla specjalistów są też strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Centralnego Biura Śledczego. "To wygląda jak zaproszenie do cyberinwazji na Polskę" - mówią nam eksperci.
Eksperyment DZIENNIKA był prosty. Wykorzystaliśmy ogólnodostępne narzędzie do testowania podatności serwisów na atak hakerski udostępnione przez Internet Assigned Numbers Authority (IANA) - amerykańską instytucję zarządzającą domenami. Strony BBN, MON, MSZ i kilku innych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo otrzymały czerwone światło, czyli najwyższy stopień zagrożenia, i są wysoce narażone są na tzw. cache poisoning inaczej nazywany zatruwaniem DNS. "Uogólniając: polega to na takim wykorzystaniu serwerów i zapamiętywanych przez nie informacji, by można było podmienić stronę na fałszywą wprowadzoną przez hakera" - mówi DZIENNIKOWI ekspert NASK Zbigniew Jasiński.
O przykłady takich działań nietrudno. Rok temu rosyjski atak "nieznanych sprawców" sparaliżował na kilka dni Estonię, zaś w czasie niedawnej wojny gruzińsko-rosyjskiej hakerzy patrioci prawdopodobnie związani z organizacją Russian Business Network zaatakowali strony gruzińskiego MSZ, zamieszczając na nich portret Micheila Saakaszwilego ustylizowanego na Hitlera, i zablokowali główne serwisy informacyjne, w tym anglojęzyczny civil.ge.
Jak twierdzą eksperci, sposobów na prowadzenie cybernetycznej wojny jest wiele. "Można zablokować stronę, doprowadzić do wycieku strategicznych informacji, zniszczyć przechowywane na serwerach dokumenty, a nawet uniemożliwić funkcjonowanie danej instytucji. Jest w stanie dokonać tego zaledwie kilka osób" - twierdzi Zbigniew Engiel z firmy Mediarecovery.
Państwo, któremu sparaliżuje się internet, w dzisiejszych czasach jest całkowicie zablokowane, a skuteczny atak na główne strony rządowe - o ile jest przeprowadzony jednocześnie, wywołuje popłoch. Co ciekawe, przed atakiem na Polskę przestrzegają również rodzimi spece od hackingu. "Ochrona naszego kraju w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego jest znikoma" - ostrzega były haker, dziś specjalista ds. zabezpieczeń Paweł "Gorion" Jabłoński, który atak ze strony hakerów patriotów uważa za więcej niż prawdopodobny.
Tymczasem - jak mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM były wiceszef polskiego wywiadu Piotr Niemczyk - w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pracuje ledwie kilka osób zajmujących się bezpieczeństwem w sieci.
Kilka innych krajów już dawno przekonało się, jak istotnym elementem w systemie bezpieczeństwa jest cyberprzestrzeń. W kwietniu tego roku NATO powołało Centrum Doskonalenia Cyberobronności. Swój udział w budowie i rozwoju Centrum zgłosiły Stany Zjednoczone, Włochy, Hiszpania, Litwa, Łotwa, Słowacja i Estonia. Polska jak na razie nie okazała zainteresowania.
p
Ilona Blicharz: Jakie Polska ma szanse w wypadku ataku hakerów podobnego do tego na Gruzję czy Estonię?
Paweł Jabłoński*: Obronność naszego kraju w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego jest znikoma. Poleglibyśmy z kretesem. Obawiam się, że polscy politycy zainteresują się nią
zapewne dopiero wtedy, gdy Polska popadnie w konflikt z innym krajem, a dodatkowym efektem tego będzie zmasowany atak na naszą część cyberprzestrzeni.
Nikt się nie interesuje cyberbezpieczeństwem?
Naprawdę profesjonalnie funkcjonuje Departament Bezpieczeństwa Teleinformatycznego w ABW oraz zespół reagujący na naruszenia bezpieczeństwa w sieci internet (CERT). Jednak to jest tylko kilka
osób, które nie są w stanie zadbać o bezpieczeństwo całego kraju. Bez zainteresowania i wsparcia ze strony administracji instytucji rządowych wiele nie zrobią. W poszczególnych
ministerstwach niestety brakuje prawdziwego zainteresowania tym zagadnieniem. Tylko takie instytucje, jak Ministerstwo Pracy czy Komenda Główna Policji, które przeżyły już hakerskie włamania,
teraz dbają o swoje zabezpieczenia.
A może ta sfera nie jest akurat szczególnie ważna z punktu widzenia obronności.
Jeśli Polska posiada możliwość obrony i ataku z wykorzystaniem wojska, powinna mieć również taką możliwość w obrębie cyberprzestrzeni, choć bazowałbym jednak na działaniach stricte
defensywnych. O to bezpieczeństwo trzeba dbać szczególnie teraz, kiedy ryzyko ataku ze strony rosyjskiej przestępczej grupy hakerskiej Russian Business Network, crackerów fanatyków bądź jak
niektórzy określają "cyberwojowników FSB" stało się naprawdę realne.
* Paweł Jabłoński, były haker znany jako "gorion". Dziś pracuje jako specjalista od zabezpieczeń teleinformatycznych w firmie Infovide-Matrix






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!