Tłukła ziemniaki i przyjaciela
"Wiedziałem, że przez te kobiety będę miał w życiu same problemy" - przyznaje w "Fakcie" Marcin Ambrożewicz. Jak twierdzi, przyjaciółka uderzyła go w policzek metalowym, rozgrzanym do czerwoności tłuczkiem do ziemniaków. "To wszystko z zazdrości. Teraz przez ten ślad na twarzy u żadnej nie będę miał szans" - denerwuje się.
- Wielka wojna o ziemniaka
- Czternastolatka pobiła nauczycielkę
- Skatowały koleżankę na oczach jej synka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na prawym policzku pana Marcina ze wsi Suchowolce niedaleko Bielska Podlaskiego niczym stempel widnieje czerwony ślad po rozgrzanym tłuczku do ziemniaków. Okrągłe znamię o średnicy kilku centymetrów z wieloma kropkami w środku okropnie szpeci jego twarz. "O, tak mnie załatwiła" - zdenerwowany pokazuje ranę.
Tego dnia pan Marcin odwiedził swoją znajomą, którą kilka miesięcy temu poznał na weselu. Ambrożewicz utrzymuje się z grania na przyjęciach weselnych. Właśnie na jednej z takich imprez poznał osiemnastoletnią Katarzynę M. - pisze "Fakt".
"Kiedy wszedłem do jej mieszkania, tylko szelmowsko się uśmiechała - opowiada. - Niczego się nie spodziewając, rozłożyłem się w fotelu. Kaśka poszła do kuchni. Kiedy wróciła w ręku trzymała gorący tłuczek do ziemniaków. Bez ostrzeżenia przyłożyła mi go do twarzy. Aż podskoczyłem z bólu" - na samo wspomnienie przeszywającego bólu mężczyzna zaciska zęby.
Pan Marcin jest przekonany, że tragedia wydarzyła się z powodu zazdrości. "Z tą Kaśką tylko się przyjaźniliśmy, a ona chyba myślała, że łączy nas coś więcej" - stwierdza. "Kiedy jej powiedziałem, że mam stałą dziewczynę i 2-letnią córkę, wściekła się. Chciała, bym zerwał z tamtą. Ale jasno jej wyjasniłem, że nie mam takiego zamiaru - mówi "Faktowi".
Po ataku tłuczkiem pan Marcin natychmiast zawiadomił policjantów. Sprawą zajęła się prokuratura, bo jego oparzenie uznano za trwałe uszkodzenie ciała. "Z zazdrości mnie oszpeciła. Nie daruję jej tego" - denerwuje się pan Marcin.
Jednak Katarzyna M. wszystkiemu zaprzecza. "To wszystko bzdura. Ja tego nie zrobiłam. Zazdrość? To śmiesznie. Nie chcę mieć z tym człowiekiem nic wspólnego" - ripostuje w "Fakcie".
Prokuratura ma więc twardy orzech do zgryzienia. Jednak nie wyrok sądu jest dla pana Marcina najważniejszy. "A co będzie, jeśli to oparzenie rzeczywiście nigdy nie zejdzie? Wtedy nawet surowy wyrok dla mojej oprawczyni mi nie pomoże" - odgraża się na łamach "Faktu".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!