Dziennik.plKraj

Czwartek, 16 lutego 2012

Imieniny: Danuty, Julianny, Daniela

"Wolałbym bić Chińczyków, ale powalczę o medal"

2008-03-17 | Ostatnia aktualizacja: 17:25 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Bojkot nic nie da" - przekonuje Szymon Kołecki, jeden z najlepszych polskich sztangistów. "To zwieńczenie naszego życia. Jechać tam, to dla sportowca być albo nie być" - wtóruje mu tyczkarka Monika Pyrek. Wszyscy rozmówcy dziennika.pl są zgodni: choć chińska armia masakruje Tybetańczyków, to do Pekinu na igrzyska nasi sportowcy pojadą.

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Po ludzku widzimy, co się dzieje w Tybecie, jak są łamane prawa człowieka w Chinach. To nas dotyka" - przyznaje w rozmowie z dziennikiem.pl Monika Pyrek. "Ale chyba nie wszyscy wiedzą, czym dla sportowca są igrzyska olimpijskie. To jest zwieńczenie całego życia" - podkreśla. I zapowiada, że do Pekinu mimo wszystko pojedzie.

Podobnego zdania jest Szymon Kołecki. "Jadę" - odpowiada zdecydowanie na pytanie dziennika.pl. "Jeżeli PKOL zdecyduje o bojkocie igrzysk, nie będę protestował, bo to zrozumiem. Ale uważam, że tam trzeba pojechać" - mówi.

Kołecki zdradza, że gdyby nie był sportowcem, chciałby pojechać na misję ONZ pomagać prostym ludziom. "Pojechałbym sam bić się z Chińczykami, ale na razie trzeba walczyć o medal" - kwituje.

Nad losem Tybetańczyków nie zastanawia się ciężarowiec Marcin Dołęga. Mówi, że nie interesuje się polityką. "Skupiam się na przygotowaniach do igrzysk i nie myślę o tym. Chińczycy źle robią w Tybecie... Ale ja tam jadę walczyć o medal" - stwierdza w rozmowie z dziennikiem.pl.

Nasi sportowcy uważają, że bojkot igrzysk tylko zaszkodzi obywatelom Chin, którzy uznaliby, że świat się od nich odwrócił. "W Pekinie będzie ponad 10 tysięcy sportowców i 30 tysięcy dziennikarzy. Oni zdziałają więcej, niż gdyby igrzyska odwołano" - uważa Monika Pyrek.

"Jak tam się coś zorganizuje fajnego i Chińczycy to zobaczą, to w niejednym duch rewolucjonisty odżyje" - twierdzi Szymon Kołecki. I obiecuje, że jeżeli powstanie grupa sportowców szykujących manifestację w Chinach, to do niej dołączy.

"Dla mnie najważniejszym autorytetem w tej sprawie jest Dalajlama. A on mówi, że igrzyska odbyć się powinny" - kończy Monika Pyrek.

Filip Jurzyk
Źródło: Dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl
    «