"Wolałbym bić Chińczyków, ale powalczę o medal"
"Bojkot nic nie da" - przekonuje Szymon Kołecki, jeden z najlepszych polskich sztangistów. "To zwieńczenie naszego życia. Jechać tam, to dla sportowca być albo nie być" - wtóruje mu tyczkarka Monika Pyrek. Wszyscy rozmówcy dziennika.pl są zgodni: choć chińska armia masakruje Tybetańczyków, to do Pekinu na igrzyska nasi sportowcy pojadą.
- Olimpiada w Pekinie bez Tuska
- Chińscy pracownicy wyjechali z Polski
- Chiny oferują kosmos Trzeciemu Światu
- Pekin: Krytycy igrzysk łamią kartę olimpijską
- Polska grozi Chinom bojkotem olimpiady
- "Bojkot olimpiady jest bez sensu"
- Działacze zamkną usta sportowcom
- Upośledzeni Chińczycy zmuszani do niewolniczej pracy
- Marszałek Senatu namawia do bojkotu igrzysk
- "Zachód bez mydła wchodzi Chinom do t..."
- Korzeniowski: O Tybet niech walczą politycy
- Partyka: Też będziemy protestować
- USA: Chiny już nie łamią praw człowieka
- Bojkot Coca-Coli i Adidasa
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Po ludzku widzimy, co się dzieje w Tybecie, jak są łamane prawa człowieka w Chinach. To nas dotyka" - przyznaje w rozmowie z dziennikiem.pl Monika Pyrek. "Ale chyba nie wszyscy wiedzą, czym dla sportowca są igrzyska olimpijskie. To jest zwieńczenie całego życia" - podkreśla. I zapowiada, że do Pekinu mimo wszystko pojedzie.
Podobnego zdania jest Szymon Kołecki. "Jadę" - odpowiada zdecydowanie na pytanie dziennika.pl. "Jeżeli PKOL zdecyduje o bojkocie igrzysk, nie będę protestował, bo to zrozumiem. Ale uważam, że tam trzeba pojechać" - mówi.
Kołecki zdradza, że gdyby nie był sportowcem, chciałby pojechać na misję ONZ pomagać prostym ludziom. "Pojechałbym sam bić się z Chińczykami, ale na razie trzeba walczyć o medal" - kwituje.
Nad losem Tybetańczyków nie zastanawia się ciężarowiec Marcin Dołęga. Mówi, że nie interesuje się polityką. "Skupiam się na przygotowaniach do igrzysk i nie myślę o tym. Chińczycy źle robią w Tybecie... Ale ja tam jadę walczyć o medal" - stwierdza w rozmowie z dziennikiem.pl.
Nasi sportowcy uważają, że bojkot igrzysk tylko zaszkodzi obywatelom Chin, którzy uznaliby, że świat się od nich odwrócił. "W Pekinie będzie ponad 10 tysięcy sportowców i 30 tysięcy dziennikarzy. Oni zdziałają więcej, niż gdyby igrzyska odwołano" - uważa Monika Pyrek.
"Jak tam się coś zorganizuje fajnego i Chińczycy to zobaczą, to w niejednym duch rewolucjonisty odżyje" - twierdzi Szymon Kołecki. I obiecuje, że jeżeli powstanie grupa sportowców szykujących manifestację w Chinach, to do niej dołączy.
"Dla mnie najważniejszym autorytetem w tej sprawie jest Dalajlama. A on mówi, że igrzyska odbyć się powinny" - kończy Monika Pyrek.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!