Wyrzucą z pracy synową Gierka
Za pieniądze szpitala nocowała w luksusowych hotelach i latała biznes klasą, ustawiała przetargi i zgarnęła do kieszeni okrągły milion zł - takie zarzuty byłej synowej Edwarda Gierka, profesor Ariadnie Gierek-Łapińskiej stawia NIK. Teraz kobieta straci pracę w szpitalu klinicznym w Katowicach. Senat Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, któremu podlega placówka, nie chce, by kobieta nadal kierowała szpitalem.
- Synowa Gierka ma zakaz wykonywania zawodu lekarza
- Synowa Gierka znów piła w klinice
- Europoseł: G... mnie obchodzi, co oświadcza Adam Gierek
- Areszt czeka na byłego wiceministra zdrowia
- "Synowa Gierka zabrała mi oczy"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W zeszłym roku profesor Gierek dwa razy zatrzymano pijaną w pracy. Po alkoholu pokazywała jednemu z dziennikarzy... majtki, które trzymała w torebce.
Śląski samorząd lekarski na początku lutego zawiesił ją w wykonywaniu zawodu lekarza. Do tego Najwyższa Izba Kontroli opisała korupcję w szpitalu. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura.
NIK: Były przekręty
NIK zarzuca okulistce - byłej synowej Edwarda Gierka - że sypiała w Hiltonie w apartamentach po 12 tysięcy złotych i na koszt szpitala latała klasą biznes za 8,5 tysiąca. Według kontrolerów miała też ustawiać przetargi i wziąć milion złotych za zlecone szpitalowi badania.
Milion w kieszeni pani profesor pojawił się - według NIK - gdy podpisała dwie umowy na badania kliniczne leków. Jedną jako szpital, drugą - jako badacz. Różnica w wynagrodzeniach była ogromna. Np. za przeprowadzenie dwóch badań szpital zyskał 62 tysiące złotych, a naukowcy ponad 2 miliony.
Inspektorzy twierdzą, że milion wzięła sobie profesor Gierek, a resztę podzieliła między swoich ludzi.
Szastała pieniędzmi
Inspektorzy NIK - którzy przebadali finanse szpitala - nie mogli uwierzyć własnym oczom. Okazało się, że w placówce kupowano niepotrzebne lekarstwa i drogi sprzęt. Drogie wyposażenie stało bezużyteczne. Na przykład - Jak twierdzi NIK - w grudniu 2005 roku za 35 tysięcy złotych kupiono dwie sondy. Jedna nigdy nie była wykorzystana, druga sporadycznie.
W listopadzie tego samego roku szpital kupił za 690 tysięcy złotych dwa specjalistyczne mikroskopy i stoły operacyjne. Ale pacjenci tego nie odczuli. Sprzęt nigdy nie był używany.
Po co te zakupy? Zdaniem kontrolerów dyrektorka szpitala pomagała w ten sposób zaprzyjaźnionym firmom, biorąc od nich sprzęt lub leki, których wcale nie potrzebowała.
Profesor Gierek wszystkiemu zaprzecza i przekonuje, że jest niewinna. Jednak władze uczelni nie chcą już widzieć jej na dyrektorskim stołku.
"Podczas dzisiejszego posiedzenia senat po zapoznaniu się z wynikami kontroli NIK w szpitalu negatywnie zaopiniował dalsze pełnienie funkcji dyrektora przez panią profesor" - powiedziała PAP rzeczniczka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, Izabela Koźmińska-Życzkowska.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!